- Rzeczywiście jest mizerny - przyznaje wiceburmistrz Krzysztof Tomalak. - Nieruchomości nie sprzedają się tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. I to pomimo tego, że staramy się obniżać ich ceny. To nie jest jednak taka prosta sprawa, jakby się mogło z pozoru wydawać. Zasady sprzedaży są ustalone w ustawie o gospodarce nieruchomościami. W pierwszym przetargu żadna gmina nie może zażądać ceny mniejszej, niż ustalił rzeczoznawca. A to troszkę wiąże nam ręce. Dopiero w kolejnym podejściu można ją obniżyć. Bywa i tak, że nieruchomości, choćby budynek po byłej szkole, niszczeją, a zimą trzeba je utrzymywać.
O jakich kwotach rozmawiamy? W założeniach do tegorocznego budżetu założono zysk ze sprzedaży miejskich nieruchomości na optymistycznym poziomie 6 mln zł. Przez pierwsze pięć miesięcy udało się zbyć grunty za kwotę 400 tys. zł! Nabywców znalazły działki w Grodziszczach i Jeziorach. Każda z nich kosztowała ok. 80 tys. zł. Za 70 tys. zł "poszła" nieruchomość przy ul. Małomłyńskiej w Świebodzinie. Pozostałe wpływy uzyskano ze sprzedaży mieszkań komunalnych.
Czytaj też: Świebodzin. Są pieniądze na remonty kamienic
Czy jest jeszcze szansa na nadrobienie zaległości? - Niewielka niestety - mówi wiceburmistrz Tomalak. - Rynek nieruchomości nie daje nam zbyt dużego pola manewru. Pamiętajmy o tym, że nie tylko my wystawiamy działki na sprzedaż. Mamy sporą konkurencję. W tym roku będzie dobrze, jeśli zyskamy 1,5 mln zł ze sprzedaży działek. No chyba, że uda nam się nakłonić inwestorów do kupna terenu w Świebodzinie przeznaczonego pod handel i usługi. Drugi ciekawy grunt za 250 tys. zł mamy w Jeziorach.
- No dobrze, ale co ten ubytek w budżecie oznacza dla mieszkańców? - dopytujemy.
- Na szczęście niewiele - pada odpowiedź. - To nie jest tak, że musimy teraz aż o kilka milionów zwiększać tegoroczny deficyt. Zazwyczaj jest tak, że udaje nam się uzyskać niższe ceny w przetargach, w których sami startujemy. Z tego powodu spokojnie czekamy na rozwój sytuacji.
Mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy, są w tej sprawie podzieleni. Można nawet powiedzieć, że ilu mieszkańców, tyle opinii.
- Kiedyś było takie powiedzenie, że z pustego to i Salomon nie naleje - uważa Henryk Gryszczyński. - Kryzys na rynku nieruchomości jest wszędzie, nie tylko u nas. Inna sprawa, że żyjemy w małym miasteczku i nie mamy do sprzedaży klejnotów rodowych. Trudno spodziewać się napływu lawiny inwestorów, którzy nagle zaczną u nas budować apartamenty. Mierzmy siły na zamiary.
Podobnie uważa pani Krystyna: - Nie jesteśmy przecież metropolią, do której wszyscy pchają się drzwiami i oknami. A na rynku, jak to na rynku, raz coś się sprzedaje, a raz nie. Lepiej byśmy wreszcie postawili tę halę sportową przy gimnazjum nr 3 i wybudowali parkingi. Obiecuje się to nam od lat. Ale nic z tego nie wynika.
Wiktor Cieplicki nie jest aż tak wyrozumiały. - Szydło wyszło z worka - denerwuje się mężczyzna. - Nic się u nas dzieje. Na każdym kroku widać tylko marazm. Burmistrz chwali się, że deficyt budżetowy jest niski. A to moim zdaniem oznacza, że nie potrafiliśmy wykorzystać kasy europejskiej. W czasach kryzysu taka szansa może się nie powtórzyć. A sprzedaż nieruchomości będzie lepsza, jak poprawi się klimat gospodarczy w mieście. To jest zadanie dla władz miasta.
Czytaj też: Rynek mieszkaniowy w Świebodzinie. Mieszkań nie zabraknie
