Szukamy mieszkań z epoki Gomułki

Jacek Szydłowski, Dane: Oferty.net i Open Finance
Mieszkania w blokach z wielkiej płytyCoraz więcej klientów szuka mieszkań w blokach z czasów PRL, kiedy budowano w systemie z wielkiej płyty.
Mieszkania w blokach z wielkiej płytyCoraz więcej klientów szuka mieszkań w blokach z czasów PRL, kiedy budowano w systemie z wielkiej płyty. Maciej Kaczanowski
Coraz więcej klientów szuka używanych mieszkań z dwoma lub trzema pokojami. Pierwsze to alternatywa dla tych, którzy myśleli o kupnie kawalerki. Druga opcja interesuje przede wszystkim rodziny z dzieckiem. W obu przypadkach liczy się niewielki metraż.

Takie wyniki przynoszą najnowsze badania portalu Oferty.net. Okazuje się, że 2-pokojowe mieszkania w liczących maksymalnie 10 lat budynkach, mają średnio 52 mkw powierzchni. Lokale z trzema pokojami mierzą przeciętnie 75 mkw. To za dużo, jak na możliwości dzisiejszych klientów. Z uwagi na ceny poszukiwane są lokale zdecydowanie mniejsze.

– Zapotrzebowaniu odpowiadają oferty mieszkań w blokach z lat 60-tych i początku 70-tych – ocenia Marcin Drogomirecki, z Oferty.net. – To w czasach Gomułki i na początku dekady Edwarda Gierka wznoszono całe osiedla, w których królują mieszkania 2-pokojowe o powierzchni ok. 35 mkw oraz 3-pokojowe, mierzące do 45 mkw. Takie bloki trzymają się dobrze. Kuszą nie tylko małymi lokalami, ale często także bardzo dobrymi lokalizacjami.

Kupując mieszkanie w bloku z czasów PRL trzeba się jednak przygotować na pewne niewygody. W takich lokalach dominują bowiem ciemne kuchnie, niskie stropy i małe łazienki. Tradycyjną wannę często trzeba więc zastąpić kabiną prysznicową. Bloki bardzo często są w kiepskim stanie technicznym i windy mogą często nie działać.

– Dwa samodzielne pomieszczania, nawet niewielkie, dają jednak namiastkę wygody – dodaje Drogomirecki. – Mniejszy pokój staje się sypialnią, a większy pokojem dziennym. Salonem i jadalnią w jednym. Jeżeli istnieje taka możliwość to przez wyburzenie ścianki działowej pokój dzienny łączony jest z kuchnią, co czyni go bardziej nowoczesnym.

Popularność małych mieszkań w blokach PRL przekłada się na ich ceny. W Warszawie średnie stawki utrzymują się na poziomie ok. 8 000 zł za mkw. W Śródmieściu, na Mokotowie i na bliskiej Ochocie sięgają nawet 10 000 za mkw. W innych miastach jest podobnie. Ceny niewielkich mieszkań utrzymują się na relatywnie wysokim poziomie.

Ile za kawalerkę?

Najtańsze na rynku są oczywiście kawalerki. Dlatego też interesuje się nimi coraz więcej klientów. Ceny ofertowe w największych miastach są bardzo zróżnicowane. Tradycyjnie, najwyższe stawki obowiązują w Warszawie. Za mkw jednopokojowego lokum trzeba tu zapłacić średnio 9 226 zł. Cena przeciętnej kawalerki kształtuje się na poziomie 288 000 zł.

O ponad 30 tys. zł mniej zapłacimy za kawalerkę pod Wawelem. Dalsze 40 tys. zł. mniej kosztowałby zakup takiego lokum w Gdańsku. Okrągłe 200 tys. zł. zapłacimy za kawalerkę w Gdyni.

W Lublinie metr kwadratowy kawalerki kosztuje średnio 5470 zł. Przeciętna cena takiego lokum wynosi zaś 177 tys. zł. W Białymstoku na kawalerkę trzeba wydać średnio 148 tys. zł. Połowę tego, co w stolicy. Jeszcze taniej jest w Łodzi. Za lokum z jednym pokojem zapłacimy tam średnio 3,9 tys. zł za mkw. Przeciętna kawalerka to wydatek rzędu 123 tys. zł.

Średnie ceny poniżej 160 tys. zł utrzymują się jeszcze w Bydgoszczy, Katowicach, Olsztynie, Opolu i Szczecinie.

Mniejsza zdolność kredytowa

Klienci odczuwają już nowelizację tzw. rekomendacji S. Według analityków Open Finance, w ciągu kilku miesięcy średnia zdolność kredytowa rodziny 2+1 o zarobkach równych 6 tys. zł netto spadła o prawie 6 proc. z 509 tys. zł do 481 tys. zł dla kredytów złotowych i o 30 proc. (z 435,5 tys. zł do 302 tys. zł) dla kredytów w euro.

– Druga zła wiadomość to wzrost marż – mówi Marcin Krasoń z Open Finance. – Odnotowaliśmy ich wzrost z 1,28 p.p. do 1,39 p.p. dla złotego i z 2,21 do 3,04 dla euro. Choć trzeba tu zaznaczyć, że w przypadku kredytów walutowych średnia pochodzi z pięciu banków.

Coraz więcej instytucji wycofuje się bowiem z takich kredytów. Ostatnio zrobiło DnB Nord, wcześniej m.in. PKO BP, Kredyt Bank i Credit Agricole.

Styczeń okazał się jednak korzystnym, dla spłacających kredyty hipoteczne w obcych walutach. Złoty umacniał się zarówno do euro jak i franka szwajcarskiego. W ciągu miesiąca kurs franka spadł o ponad 15 groszy, co skutkowało spadkiem raty 30-letniego kredytu we franku o 4-5 proc., czyli 20-25 zł na każde 100 tys. zł zadłużenia.

– W tym samym czasie kurs euro również systematycznie spadał i łącznie w ciągu miesiąca obniżył się o ok. 20 groszy – dodaje Krasoń. – Dodatkowo stawka EURIBOR spadła z 1,36 do 1,14 procent. Dzięki połączeniu tych dwóch czynników rata średniego kredytu w euro rozliczonego na 30 lat spadła o 7-8 proc., czyli 35-40 zł na każde 100 tys. zł zadłużenia.

W kredytach złotowych raty są na tym samym poziomie, co miesiąc i dwa miesiące temu. 

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie