Kielce: mieszkańcy protestują przeciwko budowie

redakcja.regiodom
SkarpaNa tej skarpie planowana jest budowa bloku na 18 mieszkań.
SkarpaNa tej skarpie planowana jest budowa bloku na 18 mieszkań. Dawid Łukasik
Mieszkańcy bloków z ulic Wojewódzkiej i Wiosennej w Kielcach nie zgadzają się na budowę bloku tuż przed oknami. – Ratujmy zieleń – alarmują i zapowiadają walkę. Do protestu przyłącza się Kielecka Spółdzielnia Mieszkaniowa w Kielcach.

Chodzi dokładnie o tereny nad Silnicą. Działka, na której planowany jest blok znajduje się za dwoma blokami od ulicy Wojewódzkiej i tuż przy domkach jednorodzinnych usytuowanych przy ulicy Jaworowej. Inwestycja ta, jak się okazuje budzi protesty wielu stron.

– Otrzymaliśmy zawiadomienie, że na wniosek firmy deweloperskiej Becher toczy się postępowanie o ustalenie warunków zabudowy dla bloku przy ulicy Jaworowej w Kielcach – mówią mieszkańcy bloku przy Wojewódzkiej. Bloku, który został również wybudowany przez firmę Becher. – Kupując mieszkania, właściciele firmy zachęcali nas tym, że bloki są otoczone zielenią i że jest tu spokojnie. Teraz okazuje się, że chcą wyciąć kilkanaście drzew, a przed naszymi oknami postawić blok.

Mieszkańcy zaczęli pisać – do kieleckiego magistratu do wydziału środowiska i architektury oraz Świętokrzyskiego Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska, a nawet do Dyrektora Departamentu Inspekcji i Kontroli Budowlanej przy Głównym Inspektoracie Nadzoru Budowlanego w Warszawie.

Skąd takie zaangażowanie? – Tutaj jest Kielecki Obszar Chronionego Krajobrazu – mówią mieszkańcy. - Ale przede wszystkim blok nie ma dojazdu, bo Kielecka Spółdzielnia Mieszkaniowa, która sąsiaduje z inwestycją, nie zezwoliła deweloperowi na korzystanie z dróg spółdzielni. Więc dogadali się z zarządem dróg, że będą korzystać z drogi dojazdowej do oczyszczalni wód deszczowych, którą zamierza za naszymi blokami w najbliższym czasie wybudować Miejski Zarząd Dróg.

KSM też nie zgadza się na inwestycję

Mirosław Smołuch, kierownik administracji osiedla "Sady" Kieleckiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Kielcach dodaje, że spółdzielnia została pominięta w postępowaniu, a o inwestycji dowiedział się przypadkowo.

– Zgłosił się do nas pan, zapytał o możliwość dojazdu do budowy nowego bloku, który miałby postać na skarpie. Jako spółdzielnia odmówiliśmy, argumentując tym, że są to nasze drogi wewnętrzne – mówi Mirosław Smołuch. – Teraz zupełnie przypadkowo dowiedzieliśmy się, że w magistracie toczy się postępowanie, o którym nikt nas nie zawiadomił. Zostaliśmy pominięci, a jesteśmy bezpośrednim sąsiadem inwestycji. Już napisałem do Urzędu Miasta pismo w tej sprawie.

Kierownik osiedla Sady dodaje, że mieszkańcy KSM również nie chcą tego bloku.
– Jeżeli będziemy uczestniczyć w postępowaniu już jako strona, zgody na budowę nie damy – zapowiada Mirosław Smołuch. – Dziwne to wszystko, bo my jak chcemy zgody na wycięcie drzew, to zgody nie mamy, jak raz wyciąłem jedno drzewo, to musiałem zapłacić 45 tysięcy kary. A tu jest cały gąszcz drzew.

Andrzej Kędra, dyrektor Wydziału Architektury i Urbanistyki kieleckiego magistratu powiedział, że już wysłano pismo do Kieleckiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – Nie zostali powiadomieni od razu, bo teren inwestycji jest oddzielony drogą, która rozgranicza inwestycję. A drogę mieliśmy wpisaną jako działkę, a nie jako drogę użytkową. Wszystko już wyjaśniłem w piśmie do spółdzielni.

Jak zaznacza dyrektor Kędra, w tej chwili protesty nie mają znaczenia. – Na razie prowadzimy postępowanie, sprawdzamy dokładnie czy inwestycja oddziałuje na środowisko, bo wiemy już, że nie będzie oddziaływać na działki sąsiednie. Jednak zanim wydamy decyzję, wszystko dokładnie zbadamy i sprawdzimy, łącznie z ochroną środowiska – mówi dyrektor.

– Zwrócił się do nas inwestor z pytaniem, czy istnieje możliwość korzystania z naszej drogi dojazdowej do oczyszczalni – mówi Jarosław Skrzydło, rzecznik Miejskiego Zarządu Dróg w Kielcach. - Ponieważ zablokowano mu dojazd do działki budowlanej, my jesteśmy skłonni udostępnić korzystanie z naszej. Po stronie inwestora teraz leży poszerzenie jej do 5 metrów i przystosowanie do parametrów drogi dojazdowej do bloku. Na pewno nie będziemy robić przeszkód.

Blok i tak będzie

Inwestor Mirosław Głowacki, współwłaściciel spółki Becher w Kielcach mówi, że jest już przyzwyczajony do protestów, bo każda inwestycja w Kielcach jest oprotestowana.

– Działka była Skarbu Państwa, niedawno przekształcono ją na budowlaną, ale my nie jesteśmy jeszcze jej właścicielem – wyjaśnia. - Staramy się o warunki zabudowy, bo chcemy wiedzieć, czy da się na niej budować. Jeżeli tak, to blok powstanie, bo albo wybudujemy go my, albo inna firma. To kwestia czasu, bo działka jest bardzo ładnie położona, w atrakcyjnym miejscu. Wolimy żebyśmy jednak zrobili to my. Już rozwiązaliśmy największy problem, czyli dojazd do bloku. 

Wysokie ceny gazu. Gazprom szantażuje Europę.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie