Eksmisja z mieszkania należącego do prywatnego właściciela – tak to wygląda i tyle kosztuje

Jeśli dłużnik, posiadający wyrok eksmisyjny, sam nie opuści mieszkania, do akcji wkracza komornik. Tyle że wówczas koszty związane z eksmisją są nawet kilka razy wyższe niż gdyby rodzina dobrowolnie się wyprowadziła.
  • Eksmisja

    Gdy lokatorzy sami się wyprowadzą, nie generują dodatkowych kosztów, które i tak musieliby ponieść. Jeśli tego nie zrobią, przyjdzie komornik z policją.

    Dariusz Bloch

Z życia wzięte. Kamienicznik kupił kolejną kamienicę, tym razem z 14 rodzinami. Prawie wszystkie z nich były zadłużone. Łączny dług wynosił blisko milion złotych. Zaległości dotyczyły czynszu, opłat za prąd, wodę i ogrzewanie. Właściciel kamienicy przez ponad pół roku płacił z własnej kieszeni rachunki za energię i wodę. Wreszcie powiedział: dość. Odciął najemcom-dłużnikom media, ale oni nadal nie kwapili się do wyprowadzki. Skierował sprawę do sądu o eksmisję lokatorów. Sąd wydał wyrok o eksmisji wszystkich po kolei.

Kamienicznik musiał jednak czekać ponad 2 lata, aż ostatnia rodzina opuści mieszkanie. Tak długo bowiem gmina szukała adresu rodzinom posiadającym orzeczenie o eksmisji z prawem do lokalu socjalnego. On, jako prywatny właściciel, nie miał obowiązku wskazywać im innego lokum. To dlatego czekał na ruch gminy.

Obowiązek gminy

Gmina ma obowiązek zapewnić lokal socjalny eksmitowanym, o ile oni takie prawo w ogóle posiadają. O tym mówią przepisy Ustawy o ochronie praw lokatorów, mieszkaniowym zasobie gminy oraz Kodeksu cywilnego: „obowiązek zapewnienia lokalu socjalnego ciąży na gminie właściwej ze względu na miejsce położenia lokalu podlegającego opróżnieniu".

Historia innej lokatorki: Eksmitują ją, ponieważ ma dwa psy 

Gmina wykonuje orzeczenia sądu w kolejności chronologicznej uwzględniając przy tym liczbę osób uprawnionych do otrzymania danego lokalu socjalnego. Musi ona zapewnić mieszkania nie tylko ludziom, którzy tracą prawo do dalszego mieszkania w lokalach gminnych. Gmina jest zobowiązana również do wskazania lokalu osobom, które zostają eksmitowane z budynków należących do spółdzielni mieszkaniowej, wspólnoty czy prywatnego właściciela.

Procedura eksmisyjna

Nie od razu jest eksmisja. Wszystko zazwyczaj ciągnie się przez kilka miesięcy. Dział egzekucji (czy windykacji) przeważnie po dwóch niezapłaconych czynszach, wysyła lokatorowi wezwanie do zapłaty. Jeżeli dłużnik nie reaguje, dostaje pisma informujące o zamiarze wypowiedzenia umowy najmu z tytułu zaległości. Ostatnim etapem jest skierowanie sprawy do sądu i docelowe wypowiedzenie umowy. Efektem jest natomiast orzeczenie o eksmisji.

Od zasądzenia eksmisji do jej realizacji

Wyrok eksmisyjnynie oznacza przeprowadzki. Gminy borykają się z brakiem mieszkań socjalnych czy tymczasowych, w jakich mogliby przebywać eksmitowani. Zdarza się w niektórych miastach, że od zasądzenia eksmisji do jej realizacji mijają 3-4 lata.

Jeśli lokator sam się nie wyprowadzi,wierzyciel zazwyczaj korzysta z pomocy komornika. Do wniosku o przeprowadzenie egzekucji załącza tytuł egzekucyjny, z którego wynikać musi, kto ma obowiązek opuścić budynek oraz czy takiej osobie przysługuje prawo do lokalu socjalnego lub zamiennego. Ewentualnie podaje powód, dlaczego dłużnika pozbawiono prawa do lokalu zastępczego.

Komornik w akcji

Jeżeli dłużnikowi nie przysługuje tymczasowe pomieszczenie (np. dlatego, że stosował przemoc w rodzinie), komornik również zawiadamia gminę. Ta wówczas typuje noclegownię, schronisko albo inną placówkę zapewniającą miejsca noclegowe, a uciążliwy lokator trafia do niej z zadłużonego mieszkania, należącego do prywatnego właściciela. Wyroków sądowych nakazujących eksmisję nie wykonuje się od 1 listopada do 31 marca następnego roku, jeśli osobie eksmitowanej nie wskazano lokalu, do którego ma zostać przekwaterowana.

Gdy jednak dłużnikowi przysługuje lokal zamienny, nie może być to obojętnie jakie lokum. Zgodnie z przepisami, musi ono znajdować się w tej samej miejscowości, w której jest lokal dotychczasowy, musi być wyposażone w przynajmniej takie urządzenia techniczne, jak lokal dotychczas zajmowany i o takiej powierzchni pokoi lub też na osobę przypada 10 metrów kwadratowych powierzchni łącznej pokoi. Komornik musi sprawdzić, czy wskazany lokal zamienny spełnia te warunki. Jeśli tak, to po wezwaniu do dobrowolnego opróżnienia lokalu w danym terminie, gdy dłużnik się nie wyprowadzi, następuje przymusowe usunięcie go wraz z wszystkimi jego rzeczami do lokalu zamiennego.

Podobnie wygląda sytuacja w przypadku dłużnika, który musi opuścić lokal należący do prywatnego właściciela, ale posiada prawo do lokalu socjalnego. Tutaj jednak to na gminie ciąży obowiązek zapewnienia lokalu socjalnego. Lokum socjalne też musi spełniać wymogi ustawowe. Choćby ten, że powierzchnia pokoi nie może być mniejsza niż 5 metrów kwadratowych na osobę. Budynek nie może być zawilgocony, musi być natomiast wyposażony w podstawowe media. Komornik wzywa gminę do wskazania takiego lokalu socjalnego. Gdy lokator sam się nie wyprowadzi, zostanie tam umieszczony przez komornika.

Dodatkowe, chociaż niepotrzebne koszty eksmisji

Dobrowolna wyprowadzka jest najlepszym rozwiązaniem, ale dłużnik często zalega w mieszkaniu, jak długo tylko może. To natomiast powoduje podwójne koszty: wzrasta jego zadłużenie oraz pojawiają się koszty komornicze, które i tak musi zapłacić dłużnik. Komornik zwykle za swoje działania bierze kilka tysięcy złotych. Czynności we wszystkich przypadkach przymusowej przeprowadzki dłużnika następują w obecności policji, firmy zajmującej się przeprowadzkami i najczęściej też ślusarza.

Poczytaj także: Tak wygląda eksmisja komornicza 

Policja interweniuje za darmo. Firma przeprowadzkowa policzy sobie nawet ponad tysiąc złotych za usługi. Ślusarz weźmie nawet 300 złotych za otwarcie drzwi, gdy dłużnik nie chce sam ich otworzyć. To, co znajduje się w mieszkaniu dłużnika, zostanie mu oddane, a w razie jego nieobecności – pozostawione osobie dorosłej spośród domowników, ewentualnie ustanowionemu dozorcy. Dozorca może jednak za takie popilnowanie rzeczy eksmitowanego zażyczyć sobie dodatkowo kilkaset złotych. 

Autor: Katarzyna Piojda
0komentarzy