Energooszczędne AGD – czy zawsze warto za nie dopłacić?

Zmiany w przepisach zobowiązały producentów sprzętu AGD do czytelnego przedstawiania, także w formie graficznej, informacji o klasie energetycznej produktów. Czy jednak zawsze warto kupować te najbardziej energooszczędne?
  • Etykieta efektywności energetycznej ułatwia wybór kupującym

    Każdy sam może obliczyć, czy opłaca mu się zakup energooszczędnej lodówki, czy też nie warto za nią przepłacić.

    Dariusz Bloch

W reklamach sprzętu AGD podkreśla się energooszczędność, więc konsumenci utwierdzają się w przekonaniu, że kluczowe kryterium przy dokonywaniu zakupów. Tymczasem na przykład w przypadku lodówek czy telewizorów LCD nie można już właściwie kupić artykułów oznaczonych klasą niższa niż A. Doły energooszczędnego alfabetu, litery E, F czy G zarezerwowane są raczej dla produktów, które „zżerają" naprawdę wiele energii, na przykład paneli grzewczych czy tzw. farelek.

Przeczytaj poradnikJakie źródła światła wybrać, by obniżyć rachunki za prąd 

Tymczasem producentom nie wystarcza już oznaczanie produktów klasą energetyczną A, śrubują skalę dodając do A kolejne plus, mamy więc lodówki o klasie energetycznej A, A+, A++ a nawet A z trzema plusami. Nie ma jednak nic za darmo, najbardziej oszczędny sprzęt jest jednocześnie najdroższy. Oczywiście, osoby które na to stać mogą kupować sprzęt niskoenergetyczny nie licząc się z wydatkami i ciesząc się, że ich działania mają dobry wpływ na środowisko. Zdecydowana większość konsumentów powinna jednak przeliczyć, czy wydanie większych pieniędzy na oszczędniejszy sprzęt na pewno im się opłaci.

Etykieta energetyczna prawdę powie

Pomoże w tym etykieta efektywności energetycznej. Znaleźć ją można na każdym produkcie zużywającym prąd. Jego klasa energetyczna określana jest literami od G (to sprzęty zużywający najwięcej prądu) do A+++ (pobierające najmniej prądu). Zainteresowani szczegółami mogą sięgnąć po „Ustawę o obowiązkach w zakresie informowania o zużyciu energii przez produkty wykorzystujące energię", gdzie opisane są szczegółowe zakresy poszczególnych klas.

Z etykiety dowiemy się również, ile urządzenie zużywa prądu w skali roku, ile pobiera wody w jednym cyklu prania czy zmywania i tak dalej. Wszystko to sprawia, że dzięki etykiecie dość szybko zauważyć można, że nawet w obrębie jednej klasy energetycznej (na przykład A) producenci deklarują różne zużycie prądu dla swoich produktów. Można więc dokonać porównania nawet bez zmiany klasy.

Lodówka raz na siedem lat

Najtańsze lodówki w klasie energetycznej A kosztują poniżej 1000 złotych. Najtańsze w klasie energetycznej A+++ są przynajmniej 1500 złotych droższe. Lodówka jest sprzętem, który w wielu domach działa przez cały rok. Dla takiego produktu najłatwiej poszukać oszczędności. Czy jednak wydanie 1500 złotych więcej na niskoenergetyczną lodówkę ma sens? Lodówka o klasie A pobiera rocznie niewiele ponad 300 kWh rocznie, najbardziej oszczędna poniżej 170 kWh, co oznacza zysk w skali roku rzędu 130 kilowatogodzin. Wystarczy przeliczyć koszt 1 kWh, by sprawdzić, ile zyskujemy w ciągu roku na zakupie takiej lodówki (ceny za energię są różne w zależności od dostawców i wybranej taryfy). Prawdopodobnie okaże się jednak, że oszczędności na energii pokryją koszty zakupu takiej lodówki po kilkunastu latach. Czy taki sprzęt będzie jeszcze wtedy działał (rozszerzona gwarancja to pięć lat, tradycyjna dwa lata) i podobał się właścicielom?

Przeczytaj poradnik: Czym kierować się przy wyborze lodówki turystycznej

Jeszcze kilkanaście lat temu w polskich domach lodówkę zmieniano mniej więcej co 10 lat, teraz ten czas skrócił się do siedmiu lat. W takim czasie zakup droższej lodówki z pewnością się nie zwróci. Okazuje się zatem, że warto ponieść większe wydatki przy zakupie lodówki tylko wtedy, jeśli wydatek ten w stosunku do zakupu lodówki o niższej klasie energetycznej zwróci się w ciągu około 7 lat.

W energooszczędnym AGD nie tylko zużycie prądu się liczy

Podobne wyliczenia można przeprowadzić dla każdego sprzętu AGD w domu, od zmywarek po elektryczne czajniki. W przypadku niektórych produktów wskaźnik zużycia prądu nie jest jedynym, który trzeba przyjąć do obliczeń. Zmywarki do naczyń pobierają różne ilości wody, dla odkurzaczy istotna jet siła ciągu, poziom hałasu czy stopień reemisji kurzu. Ilość zmiennych sprawia, że często trudno zorientować się w opłacalności zakupu. Pamiętać przy tym należy że stare, pamiętające jeszcze czasy PRL i darzone przez starszą część społeczeństwa lodówki Silesia, tzw. farelki, prodiże, ceramiczne czajniki, odkurzacze Universal i wiele innych po prostu wymykają się współczesnym określeniom na energooszczędność. Ich wymiana, nawet na najtańsze produkty o klasie energetycznej A zwróci się bardzo szybko i nie warto z nią zwlekać.

Marketingowcy kontra rozsądek

Przed zakupem sprzętu AGD warto dokładnie zastanowić się i przeliczyć, czy warto ulec marketingowym namowom i zakupić sprzęt pobierający naprawdę niewiele prądu, czy tez bardziej opłaci się nabyć nabyć sprzęt znajdujący się gdzieś w środku energooszczędnej stawki, za to o kilkaset złotych tańszy. Różnica w poborze prądu między klasą A, a sąsiadującą z nią klasą A+ to zaledwie około 20 procent. Wybór nie jest wcale taki oczywisty. Przy przeliczaniu opłacalności wydatków trzeba jednak uwzględnić dwa zastrzeżenia.

Prawdopodobnie lodówka, pralka, zmywarka czy odkurzacz „wezmą" i tak więcej prądu niż deklaruje na etykiecie producent. Dlaczego? Bo są to średnie wyliczenia. Tymczasem wystarczy, że lodówka będzie stała w nasłonecznionym miejscu i zaprogramujemy ją na mocniejsze chłodzenie, a wydatek energetyczny będzie wyższy niż teoretyczne dane na etykiecie efektywności energetycznej. Po drugie – i jeszcze istotniejsze – w perspektywie kilku lat prąd zdrożeje. O ile – nie wiadomo, ale wiadomo, że tańszy nie będzie. Im będzie droższy, tym zakup energooszczędnego sprzętu zwróci się szybciej, co też warto brać pod uwagę robiąc rachuby. 

Autor: Sławomir Bobbe
0komentarzy