Nowe życie starych rzeczy: meble z wystawek

Jedni dowodzą, że używane przedmioty doskonale się sprawdzają, a ich taniość jest istotnym argumentem. Drugich oburza „grzebanie w śmieciach", a inni je sprzedają.
  • Drewniana ława

    Drewniana ława za 200 zł czeka na odnowienie.

    (jmt)
  • Komoda z drewna egzotycznego

    Ciężki mebel z litego drewna egzotycznego przywędrował do nas z Holandii. Nowego właściciela kosztował 800 zł

    (jmt)
  • Stolik z wystawki

    Stolik przed sprzedażą zostanie odnowiony. Wyceniony jest na 100 zł

    (jmt)
  • Szafy

    Piękna stara szafa po prawej - 300 zł, mebel z płyty - 150 zł

    (jmt)
  • Krzesła z wystawki

    Czasem solo, ale nieraz można uzbierać komplet sześciu, a nawet więcej krzeseł. Po 50 zł za sztukę.

    (jmt)
  • Komplet świeczników do podgrzewaczy

    Szklane bombki w żeliwnej siatce - 3 zł za komplet.

    (jmt)
  • Maszyna do szycia

    Jest nie tylko piękna, ale i działa. 120 zł. Sam stolik można znaleźć i za 50 zł.

    (jmt)
  • Obrazki

    Ręcznie malowane miniaturki i termometr dla wielbicieli uroczych drobiazgów - po złotówce za sztukę.

    (jmt)
  • Kieliszki i spryskiwacz

    Zestaw ręcznie malowanych kieliszków do nalewek - 5 zł, spryskiwacz kuchenny - 1 zł.

    (jmt)

Podejście do meblowych second handów bywa trojakiego rodzaju. Są tacy, którzy mebli i innych elementów wyposażenia nie kupują już w sklepach, z różnych względów wybierając te z drugiej ręki: bo taniej, bardziej ekologicznie, bo lubią dreszczyk emocji, gdy znajdą coś ładnego i zapłacą za to grosze. Przeciwnicy czują wstręt, bo jak można spać w łóżku, w którym spał ktoś obcy albo jeść zupę z jego talerza? Jest jeszcze trzecie stronnictwo: tych, którzy w wystawkowych meblach szukają perełek: antyków, uroczych drobiazgów, książek, traktując wystawki lub polskie giełdy jak swego rodzaju antykwariaty.

Przeczytaj: Jak i gdzie zdobyć meble z odzysku? 

– Czasy antyków już niestety minęły – mówi Andrzej, który od wielu lat jeździ do Niemiec i przywozi stamtąd przedmioty, których pierwotni właściciele już nie chcieli. – Mam wrażenie, że większości cennych mebli i przedmiotów Niemcy już się pozbyli. Teraz z rzadka trafi się coś, czego wartości nie potrafią docenić. Jak przepiękne, rzeźbione biurko, które ktoś porąbał na kilka części, bo przekraczało gabaryty dopuszczalne dla sprzętów, które można wystawiać. Same szczątki ornamentów warto było wziąć dla ich urody.

Andrzej jeden lub dwa razy w tygodniu udaje się z niewielkiej lubuskiej miejscowości, za zachodnią granicę, by sprawdzić czego sąsiedzi już nie chcą i nie potrzebują. Jak daleko musi jechać? Różnie. Czasem zatrzymuje się w najbliższych  wschodnich landach, innym razem jedzie kilkaset kilometrów w głąb kraju.

Podobnie jak Paweł, który przywozi w większości meble: przyzwoitej jakości i w dobrym stanie meblościanki, szafy, komody, nieraz całe wyposażenie pokoju.
– Niemiec robi remont i chce się pozbyć starych mebli. Zaczepia jednego z chodzących wśród wystawek Polaków i zaprasza go do domu – relacjonuje Paweł.

Andrzej zaś przywołuje inny powód pozbywania się wyposażenia całych domów i mieszkań: – Kiedy umiera starszy człowiek, który mieszkał już sam, dzieci często bez sentymentów pozbywają się zawartości domu, przed wystawieniem go na sprzedaż. Wśród rupieci znaleźć można zdjęcia ślubne, prywatne listy, biżuterię.

Skąd meble i cenne przedmioty na wystawkach?

Precjoza i inne wartościowe przedmioty wyrzucają też skłóceni małżonkowie: – Znalazłem kiedyś woreczek złotej biżuterii wśród całkiem nowych, markowych w większości rzeczy – wspomina B. – Później dowiedziałem się, że wystawił je zdradzony mąż.

Wśród „wystawkowiczów" krąży też opowieść o dziewczynie, która na targu kupiła pierścionek. Spodobał jej się: duże białe szkiełko i kilka różowych kamyczków wokół. Zapłaciła kilka złotych. I zabrała do domu brylant.

Zobacz równieżKonserwacja mebli skórzanych: jak właściwie ją wykonać 

Inny powód pozbywania się wszystkiego to pożar. Wystarczy, żeby spaliło się jedno pomieszczenie, by właściciel miał powód do wymiany całości wyposażenia. Paweł z podwórka spalonego domu przywiózł kilkanaście ton drobnej granitowej kostki. Kosztowała go paliwo i czas poświęcony na rozebranie chodnika. Innym razem trafił mu się kosztowny mebel – duży skórzany fotel, który nietknięty uratował się z pożaru: – Musiałem się trochę nagimnastykować, zanim pozbyłem się zapachu spalenizny, ale było warto. Piękny – wspomina. Nowy właściciel, wart kilka tysięcy złotych mebel kupił za trzysta.

Meble z odzysku – import z Zachodu, eksport na Wschód

Gratki też zdarzają się wówczas, gdy cała rodzina przenosi się gdzieś za granicę, najczęściej do Stanów Zjednoczonych. Mieszkanie sprzedają, ale najpierw muszą je opustoszyć. A ci wyjeżdżający to na ogół wykształceni, dobrze zarabiający, to i meble z wyższej półki, często nowiutkie, a do tego całe wyposażenie: pralki, lodówki, zmywarki.

W AGD specjalizuje się pan Rafał. Sprowadza sprzęt kuchenny, odkurzacze, telewizory. Ale nie sprzedaje towaru tutaj, bo polski klient nie rozumie, że jak nie nowe i kupuje za 100 zł, to może się psuć. A on nie ma czasu na zajmowanie się reklamacjami. Cały towar sprawdza przed sprzedażą. Działający pakuje na palety i wysyła dalej – za wschodnią granicę. Uszczęśliwić Białorusinów.

Inni mają klientów na miejscu. Za 100 zł kupują pralki, lodówki, zmywarki i kosiarki z górnej półki. Czasem coś trzeba przy sprzęcie zrobić – wymienić w kosiarce wykręconą śrubkę albo naostrzyć noże: – Kiedyś Niemcy używany sprzęt ściągali ze Stanów, a teraz my od nich – podsumowuje pan Rafał.

Kolejną pozycją na wystawkowej liście są elementy dekoracyjne, naczynia, akcesoria: ręcznie malowane zestawy kawowe, dzbanki i talerze, zabytkowe zegary, instrumenty muzyczne, choć na skrzypce Stradivariego nikt z naszych rozmówców nie trafił. Maszyny do szycia Singera i inne – na żeliwnych ozdobnych nogach, w szafkach, w sporej części działające. Ich szukają kolekcjonerzy i ludzie urządzający wnętrza w rustykalnym stylu. Tego nie da się kupić nowego, a w antykwariatach ceny są kilkunastokrotnie nawet wyższe.

*Imiona bohaterów zostały zmienione 

Autor: Joanna Turakiewicz
7komentarzy

Komentarze (7)

Czasem nawet mocno sterany życiem mebelek nabiera nowego blasku i cieszy nowego właściciela. Takie meble często są bardziej solidne niż to, co można teraz znaleźć w sklepach.
AgoHome, 03.09.2012, 06:34
A gdzie te meble można kupić? Bo podajecie ceny.
jas, 03.09.2012, 17:43
na batorego 47 jest gościu który odnawia stare meble i to dobrze odnawia polecam go jest cudotwórcą co do staroci
stary, 03.09.2012, 17:49
to jest racja JEST DOBRY A NAWET BARDZO DOBRY
stary, 03.09.2012, 17:51
tez polecam mebelek jak nowy do dzis cieszy oko
gosc, 03.09.2012, 18:02
Oczywiście Gazeta podaje realia, które chce podać, bo nie wszystkie meble, zwłaszcza te starsze, podchodzące pod antyki są takie tanie. Podobnie z markową porcelaną, elementami wystroju wnętrza, a już w ogóle obrazy. Nie jest prawdą, że rzeczy te są takie tanie i zapewne jeszcze długo nie będą. Wartość finansowa jest ściśle uwarunkowana wartością kolekcjonerską, niepowtarzalnością itp. Tylko nieznający tematu sprzedaje swoje towary po śmiesznych cenach. Niektóre starocie poza tym zakrawają już o sztukę i rzemiosło artystyczne
Łukasz, 03.09.2012, 20:39
'Gazeta" podaje realia, jakie zastała u sprzedawców, a nie dowolnie wybrane. Nie twierdzę w tekście, że "wszystkie" - jak Pan Łukasz napisał- zabytkowe meble można zdobyć za bezcen, ale zdarzają się takie "perełki", choć w tej chwili większość sprzedawców jest zbyt świadoma na to, by mebel zabytkowy sprzedać za grosze:) Ceny są realne i częściowo dotyczą przedmiotów, które w momencie pisania tekstu oferowali sprzedawcy w okolicach Żar i Lubska, a częściowo mebli, które już mają swoich właścicieli, a zostały kupione za przytoczone w tekście kwoty. Zgadzam się, Panie Łukaszu, że świadomi wartości przedmiotów wycenią je drożej, ale nadal zdarza się, że na niemieckiej ulicy znaleźć można skarby, które własciciel po prostu wystawił za drzwi.
Co do pytania o to, gdzie można kupić pokazane przedmioty - niestety nie możemy, zgodnie z prawem podawać adresów, bo taka treść trąciłaby reklamą :) W większości bliskich granicy miasteczek i wielu wioskach województwa lubuskiego i zachodniopomorskiego, a także na Dolnym Śląsku i w Wielkopolsce widziałam podobne "podwórkowe" sklepiki, o których informują zamieszczane na ogrodzeniach tabliczki.
Joanna Turakiewicz, 11.09.2012, 00:13
Komentarz został usunięty.
Komentarz został usunięty.