Mój dom, moją twierdzą – czyli obrona konieczna po nowemu

Właściciele nieruchomości inwestują w zabezpieczenie ich przed włamywaczami i złodziejami. Monitoring, kraty, wzmocnione drzwi, zamki antywłamaniowe, alarmy, specjalne zabezpieczone okna, balkony i tarasy, psy stróżujące – każdy sposób jest dobry, by ochronić siebie i swoje mienie przed intruzami.
  • Włamanie do domu

    Rozszerzono granice obrony koniecznej przy odpieraniu napaści na mieszkanie, dom, lokal czy teren ogrodzony.

    Tomasz Gola
  • To bandyci, a nie domownicy mają się bać

    Bronią potrafi posługiwać się coraz więcej osób, rabusie mogą być więc zaskoczeni reakcją domowników.

    Piotr Krzyżanowski

Nie zawsze jednak zastosowane środki są wystarczające i do włamania jednak dochodzi. Złodzieje mogą wykorzystać okazję – wchodząc przez otwarte okno czy szarpiąc za klamkę sprawdzając czy mieszkanie nie jest otwarte, mogą też zdecydować się na włamanie podczas nieobecności domowników, którzy na przykład wyjechali na wakacje. Właściciel nieruchomości dowiaduje się o rabunku i stratach dopiero po powrocie. Bywa jednak inaczej, o wiele bardziej niebezpiecznie.

Przeczytaj poradnik: Jak wykonać domowy monitoring na każdą kieszeń

Niezwykle rzadko, ale jednak dochodzi do krytycznej sytuacji – spotkania oko w oko z agresorem, który albo nie zdaje sobie sprawy z obecności domowników i jest tym faktem zaskoczony, albo wprost przeciwnie – ma pełną świadomość faktu, że mieszkańcy są w środku i chce ich skrzywdzić. Tak czy inaczej, trzeba będzie bronić – rodziny, siebie i dobytku. Teraz ma być to łatwiejsze i obciążone mniejszym ryzykiem.

Po zmianie Kodeksu karnego, Art. 1 zyskał paragraf 2a, który brzmi następująco: "nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu albo przylegającego do nich ogrodzonego terenu lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc, chyba że przekroczenie granic obrony koniecznej było rażące". Według tego paragrafu nie będzie podlegać karze osoba, która choć przekroczy granice obrony koniecznej, to nie uczyni tego w sposób rażący.

„Oko w oko" z bandytą – co wtedy zrobić?

Jeśli tylko czujemy się na siłach, to w sytuacji "oko w oko" z bandytą, powinniśmy się oczywiście bronić, używając do tego wszystkiego, co może w tej obronie pomóc. Żeby odeprzeć atak napastnika włamującego się do domu można użyć broni hukowej, strzeleckiej, pneumatycznej czy myśliwskiej, noża kuchennego czy tasaka, a jeśli trzeba i jest pod ręką – zabytkowej szabli pradziadka, która wisi na ścianie. Dobra będzie również pałka teleskopowa, gaz i wszystko, co wystraszy albo zrani przeciwnika.

Jeśli w takim starciu solidnie zranimy napastnika to według nowych przepisów – nawet jeśli sąd uzna, że przekroczono granice obrony koniecznej – nie będziemy mieli problemów z prawem. Ale uwaga – kluczowe jest tutaj sformułowanie „rażące przekroczenie granic obrony koniecznej". Kiedy mogłoby do takiej sytuacji dojść? To oczywiście hipotetyczne zdarzenia, a każdorazowo kontekst sprawy będzie analizował sąd. Można jednak sobie wyobrazić, że w sytuacji, gdy złodziej, który sforsował zamek bramy i kradnie z naszej posesji donice z kwiatami, zostanie postrzelony z broni myśliwskiej lub nawet zabity, sąd może mieć wątpliwości, czy broniący dobytku i strzelający z pierwszego piętra nie przekroczył rażąco zasad obrony koniecznej. Podobnie może być, gdy po odparciu ataku będziemy ścigać bandytę poza posesję i uciekającemu zadamy groźne ciosy nożem, które doprowadzą do jego trwałego uszczerbku na zdrowiu czy zgonu.

Zupełnie inaczej będzie to interpretowane, gdy włamywacz dostanie się już do środka i stanie w bezpośredniej bliskości domowników. Intencją zmian w prawie jest to, by w takiej sytuacji można było użyć wszelkich możliwych środków do odparcia ataku, a ewentualne fatalne skutki dla napastnika będą już tylko jego winą.

Rabusiu, wiedz że możesz zginąć

Choć dalej pozostaną wątpliwości, czy do przekroczenia granicy obrony koniecznej doszło czy nie, ale sądy rozstrzygające sprawę nie będą już musiały badać stanu emocjonalnego osoby, która granice obrony koniecznej przekroczyła. Według ustawodawcy nowe przepisy mają dać jasny sygnał złoczyńcom, że ludzie mają prawo i powinni się bronić wszelkimi dostępnymi sposobami.

– Prawo do obrony jest w naszym kręgu kulturowym uważane za jedno z ważniejszych praw i większość jego ograniczeń uznawanych jest za niezgodne z poczuciem sprawiedliwości. W konsekwencji w opinii publicznej utrwala się groźne społecznie przekonanie o uprzywilejowaniu przez prawo dobra napastnika kosztem dobra napadniętego i nieopłacalności przeciwdziałaniom aktom bezprawia, wskutek czego poważnego uszczerbku doznaje zaufanie obywateli do państwa jego organów oraz porządku prawnego. Nowelizacja ma na celu wyeliminować tego rodzaju negatywne konsekwencje, a jednocześnie zachęcić obywateli do przeciwdziałania klasycznym aktom agresji ze strony napastników bez strachu przed poniesieniem z tego tytułu odpowiedzialności – czytamy w uzasadnieniu do nowelizacji Kodeksu karnego. 

Autor: Sławomir Bobbe
0komentarzy