Czy mieszkańcy zapłacą za dekomunizację ulic?

Zgodnie z zapisami tzw. ustawy dekomunizacyjnej mieszkańcy nie mieli ponieść kosztów zmian nazewnictwa ulic, placów i alei. W ustawie były jednak zapisy, które sprawiają, że i tak część osób zapłacić będzie musiała.
  • Stare dowody osobiste i prawa jazdy - mimo zmian nazw ulic - są ważne

    W niektórych miastach nowi patroni nie zawsze mają coś wspólnego z polityką. W Bydgoszczy na tabliczkach z nazwami ulic pojawił się znany żużlowiec Tomasz Gollob.

    Wojciech Arkuszewicz

Ustawa z dnia 1 kwietnia 2016 roku o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy jednostek organizacyjnych, jednostek pomocniczych gminy, budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej oraz pomniki nałożyła na władze gmin obowiązek zmian nazw ulic gloryfikujących systemy totalitarne. W związku z działaniem tzw. ustawy dekomunizacyjnej pod nowymi adresami zamieszkało wiele tysięcy osób. Mają dokumenty, dowody osobiste z miejscem zameldowania, które już nie istnieje.

Warto przeczytać: Mieszkanie Plus okazało się klapą?

Formalnie koszty tych zmian ponosić miały jedynie gminy, a nie ich mieszkańcy. Jak jest naprawdę? Czy faktycznie nie zapłacą za wymianę dokumentów?

Spóźnialscy zapłacą

Zależy to głównie od tego, jak zachował się samorząd, który zgodnie z ustawą miał zmienić nazwy ulic. Jeśli dostosował się od razu do jej zapisów, to zgodnie z przepisami mieszkańcy tak „zdekomunizowanych" ulic nie zapłacą za wymianę dokumentów. W praktyce jednak wiele samorządów próbowało storpedować zapisy ustawy, nie godząc się z nimi.

Część działała na wyraźną prośbę mieszkańców, którzy z różnych względów nie życzyli sobie zmiany patronów. I to teraz właśnie oni mogą ponieść koszty wymiany dokumentów. Stanie się tak, jeśli samorząd ostatecznie sam zmienił nazwy ulic, ale już po wyznaczonym przez ustawę terminie 2 września 2017 roku. Część lokalnych władz, gdy zorientowała się, że swoją polityką wpakowała mieszkańców w kłopoty, do końca odrzucała zmiany nazewnictwa, odmawiając przyjęcia stosownej uchwały. Miało to uzasadnienie finansowe – bo wtedy do akcji musiał wkroczyć wojewoda i zarządzeniem zastępczym sam zmieniał patronów. A wtedy znów działały zapisy ustawy mówiące o tym, że mieszkańcy nie mają płacić za wymianę dokumentów.

Przeczytaj również: Ile zapłacimy za deszczówkę wg nowych przepisów Prawa wodnego? 

– Zgodnie z ustawą, jeśli wojewoda zmienia nazwę ulicy zarządzeniem zastępczym, wówczas pisma oraz postępowania sądowe i administracyjne w sprawach dotyczących ujawnienia w księgach wieczystych oraz uwzględnienia w rejestrach, ewidencjach i dokumentach zmiany nazwy są wolne od opłat – podkreśla Adrian Mól, rzecznik wojewody kujawsko-pomorskiego. – Zmiana nazwy ulicy nie będzie też rodzić problemów z dostarczaniem korespondencji pod dotychczasowy adres.

Co ważne, stare dokumenty – na przykład dowody osobiste i prawa jazdy mieszkańców zdekomunizowanych ulic, nie straciły ważności i nie trzeba ich wymieniać aż do czasu naturalnego wygaśnięcia daty ich „przydatności".

Na zwrot kosztów nie ma co liczyć

Ale nie oznacza to, że dekomunizacja patronów przebiegnie bezkosztowo. To z podatków mieszkańców zarządcy dróg będą musieli ustawić nowe tabliczki z nowymi patronami. Trzeba też będzie poświęcić czas i zmienić dane w ZUS, pojawić się u dostawców energii, operatorów telefonii komórkowych itd.
Jedna z bydgoskich spółdzielni mieszkaniowych, na terenie której „zdekomunizowano" kilka ulic, wyceniła koszty zmian na około 100 tysięcy złotych. To cena, jaką trzeba będzie ponieść za wymianę oznaczenia ulic, ale także przemalowanie elewacji – na nich znajdują się ogromne, nieaktualne już adresy bloków, które ułatwiały dotarcie na miejsce na przykład pogotowiu czy straży pożarnej. Koszt przemalowania i namalowania nowych napisów to jakieś 1,5–2 tysiące złotych dla każdego z budynków. I te pieniądze zapłacą mieszkańcy ze swoich funduszy remontowych. Spółdzielnia zwróciła się do władz wojewódzkich o pokrycie kosztów przedsięwzięcia lub ich zwrot, ale nie ma na to co liczyć – w przepisach w ogóle nie uwzględniono takiej możliwości.

Zapłacą również przedsiębiorcy, którzy prowadzą np. własną działalność gospodarczą i mają firmy zarejestrowane przy zdekomunizowanych adresach. Koszty wymiany pieczątek, szyldów czy wizytówek to tylko zaledwie jeden z drobnych problemów, z jakimi się spotkają. 

To ciekaweOsoba wynajmująca mieszkanie powinna mieć kasę fiskalną

Autor: Sławomir Bobbe
3komentarzy
Dodaj komentarz

Komentarze (3)

Kto zapłaci za wyrzucenie tych wszystkich Lechów, Marii i innych Wannów-Wassermannów z tabliczek? Nie mogę nawet liczyć na komornika, który się Jarowi do konta dobierze. Nie będzie się miał do czego dobrać...
MKoro, 02.03.2018, 16:11
Poslowie PIS z wlasnej kasy oplaca za te akcje
Benek, 02.03.2018, 22:40
Kolejne płaczki na tym forum ,które po 1 października 2017 utracili przywileje i czekają na powrót tych co byli jedynie teoretycznie przy tym aby im żyło się lepiej dla tego kolejne wybory pokarzą prawdę .Czekać i nie skamleć
KSDS, 03.03.2018, 20:13