Bydgoszcz: Co kopią archeolodzy przy Grottgera? Inwestor łaci, wszyscy milczą...

Budowę apartamentowca przy ulicy Grottgera poprzedzają badania archeologiczne. Jak przebiegają wykopaliska, na razie się nie dowiemy, bo inwestor zabronił udzielania informacji.
  • Inwestor zaczął budowę przy Grottgera od wyburzania

    Inwestor Nordic Haven zaczął budowę przy Grottgera od wyburzania. W głębi dom śluzowy, który zostanie rozebrany.

    Andrzej Muszyński

Jak już pisaliśmy, w związku z inwestycją przy Grottgera w Bydgoszczy, rozebrany zostanie zabytkowy budynek. To pochodzący z 1880 roku tzw. dom śluzowego.

Bydgoszcz: zabytkowy dom musi zniknąć, by powstał apartamentowiec 

Decyzję o rozbiórce wydał miejski konserwator zabytków, co nie wszystkim się spodobało. Na przykład na forum Bydgoskiego Stowarzyszenia Miłośników Zabytków „Bunkier" nie brakuje krytycznych głosów. „Masakra - znów nasuwa się pytanie, gdzie jest i co robi konserwator zabytków!", „Była szansa, że pozostanie, lecz wybrano projekt, w którym nie ma tego budynku", „Trzeba się wybrać na miasto porobić zdjęcia póki jeszcze budynki stoją, przynajmniej coś po nich pozostanie" - to tylko niektóre opinie dyskutantów na forum.

Tymczasem konserwator Sławomir Marcysiak na łamach "Gazety Pomorskiej" bronił decyzji o rozbiórce. - Taka jest kolej rzeczy. Przestrzeń albo można zachować albo ją zmienić. Akurat w tym miejscu kreujemy nową przestrzeń, stąd decyzja, żeby budynek rozebrać - tłumaczy.

Zdaniem Marcysiaka, obiekt i tak nie pasowałby do mającego tam powstać kilkunastopiętrowego apartamentowca. - Poza tym przeprowadzona ekspertyza wykazała, że budynek jest w złym stanie technicznym. Żeby jednak zachować ślad po nim, przeprowadzono inwentaryzację konserwatorską. Obiekt został sfotografowany i wymierzony - dodaje konserwator zabytków.

Nasz fotoreporter miał zresztą spory problem, żeby zrobić zdjęcia wyburzanego budynku. Kierownik budowy nie był zadowolony z jego obecności. Wiemy też, że podobnie potraktowano ekipę telewizji i jednej z lokalnych gazet.

Inwestor, firma Nordic Development, nie zgadza się też, by pokazać pracujących przy Grottgera archeologów. Reprezentująca firmę Natalia Siuzdak poinformowała nas, że „ani archeolog, ani dyrektor firmy nie wyrazili zgody na informowanie o prowadzonych wykopaliskach". Dowiedzieliśmy się, że inwestor nie życzy sobie, by dokumentować prace „krok po kroku".

Kiedy więc dowiemy się o ewentualnych znaleziskach? Prawdopodobnie za około tydzień, bo wtedy mają zakończyć się badania.

Archeolodzy, z którymi rozmawialiśmy, są nieco zdziwieni postępowaniem inwestora. - Wcześniej się z czymś takim nie spotkałem. Skąd ta tajemnica? - zastanawia się jeden z nich. - Z drugiej strony to właśnie inwestor płaci za te badania. Można więc powiedzieć, że płaci, to decyduje - zwraca uwagę archeolog.

W 21 dni po zakończonych wykopaliskach inwestor powinien przekazać ich wyniki do bydgoskiej delegatury wojewódzkiego konserwatora zabytków.

Autor: redakcja GP
Współpraca: (ast)
6komentarzy
Dodaj komentarz

Komentarze (6)

Wypowiedzi Konserwatora jasno pokazują, że minął się z powołaniem.
Jego rolą powinno być ratowanie zabytków, a nie "kreowanie nowej przestrzeni".
Poza tym o jakim złym stanie technicznym on mówi. Przecież zarówno na zewnątrz, jak i wewnątrz budynku nie było nic co by mogło na to wskazywać. Również zdjęcia z rozbiórki pokazują jasno, że budynek był w bardzo dobrym stanie. Teraz szuka się po prostu wytłumaczenia na decyzje, za które co najmniej powinno stracić się stanowisko.
niezadowolony, 17.07.2013, 13:30
"Dowiedzieliśmy się, że inwestor nie życzy sobie, by dokumentować prace „krok po kroku"." To nie jest koncert życzeń. Jeżeli ktoś próbuje zabraniać robienia zdjęć z ulicy to ma nierówno pod sufitem. Ludzie tego nie można zabronić! A skoro 'inwestor' zabrania to znaczy, że coś ma na sumieniu i należy jeszcze bardziej śledzić prace!
monter, 17.07.2013, 14:46
Czy to jest budynek który się spalił w kwietniu 2011?
Ania, 17.07.2013, 17:01
źle spojrzalam, już wiem ze to nie ten budynek :) a miałam nadzieje, że za tamten "straszak" sie wzięli...
Ania, 17.07.2013, 17:07
Jak nie było inwestycji, to pies z kulawą nogą nie interesował się domem śluzowym, który przypomina raczej zaniedbaną oborę. Dziwne, że jeżeli w Bydgoszczy powstaje ciekawa inwestycja, coś nowego, to zawsze nieżyczliwi temu miastu starają się temu przeszkodzić, kłaść kłody, szukać jakichś "wyrafinowanych" utrudnień. Rozbudowie portu lotniczego przeszkadzają jakieś żyjątka, trasie uniwersyteckiej stworzono problem własności gruntów, dworzec PKP w pierwszej odsłonie był jakiś za bardzo przeszklony, co opóźniło proces projektowania i w konsekwencji ma być realizowany trochę na "hipcika" i niestety w ramach obecnych gabarytów, w dodatku bez ruchomych schodów, droga s - 5 , wiadomi politycy celowo wprowadzili taki chaos, że w Warszawie stwierdzono, że sami nie wiemy czego chcemy, a gdy marszałek nagle zaczął lansować 15 - tkę, to w stolicy machnęli na nas ręką, Nordic Haven, najpierw nagle kogoś miał "zacieniać", gdy to nie wyszło, to teraz jakiś dziennikarz nieśmiało próbuje wmawiać jakie to zło wiąże się z rozbiórką ruiny, plany rozbudowy śródmieścia też nie pasowały, nowoczesny parking w centrum też nie, teraz zaczęto czepiać się tego co buduje Sowa /pewnie tęskniący za Kaskadą/, nowoczesna spalarnia śmieci, która jest normą w cywilizowanym świecie irytuje lokalnych ekologów /czy w 5 innych miejscach w Polsce, gdzie podobne mają powstać, też?/. Niejakiemu p. Zientakowi proponuję aby udał się czym prędzej do... dżungli amazońskiej, gdzie zapewne dozna pełni szczęścia. Smutne jest to, że wśród tych nieżyczliwych wobec Bydgoszczy są też i tacy, którzy na co dzień jedzą "bydgoski chleb". Oprócz wątpliwej "jakości" polityków i społeczników, do tego "zacnego" grona dołączają również niektórzy dziennikarze lokalnych gazet, w tym tzw. dziennikarze zadaniowi, będący na usługach polityków trąconych fobią anty bydgoską. Bydgoszcz jest aktualnie w takim położeniu, że musi walczyć niczym lew, nawet o to, co temu miastu po prostu się należy. Dlatego, po pierwsze, własne, niezależne ZIT /jeżeli powróci opcja metropolii, to metropolia bydgoska/, po drugie, trzymać na dystans sąsiada zza Wisły i wreszcie po trzecie, zrobić porządek z nieżyczliwymi, np. poprzez imienne podziękowania za dokonane "zasługi" dla miasta, na stronie internetowej Bydgoszczy. I najważniejsze, róbmy swoje...
BYLU, 17.07.2013, 18:01
i tak nie zasłoni charakteru i mentalności postrobotniczego miasta, które stara się leczyć swe kompleksy porównując się (częsami bez powodzenia) do mniejszego ośrodka miejskiego... Chcemy sami metropolii proszę bardzo, tylko zacznijmy patrzeć co ma Poznań czy Gdańsk, a co my możemy zrobić by z nimi konkurować.
rootek, 17.07.2013, 21:43