Rewitalizacja miast - wyremontowane kamienice i co dalej?

We wrześniu 2013 roku Donald Tusk ogłosił w Łodzi powstanie Narodowego Programu Rewitalizacji Miast. Ma on zapewnić sprawne i kontrolowane wydawanie 25 mld złotych, które Polska otrzyma w ramach nowej perspektywy finansowej UE w latach 2014-2020.
  • Rewitalizacja miast - wyremontowane kamienice i co dalej?

    Mariusz Cieszewski/flickr.com
  • Rewitalizacja miast - wyremontowane kamienice i co dalej?

    Mariusz Cieszewski/flickr.com
  • Rewitalizacja miast - wyremontowane kamienice i co dalej?

    Adam Tubilewicz

Gdyby utworzyć ranking najczęściej używanych słów w przemowach polityków i samorządowców, "rewitalizacja" z pewnością znalazłaby się w czołówce. To właśnie na ten cel Polska do 2020 roku otrzyma 25 mld zł z środków unijnych.  Z tej okazji warto przybliżyć pojęcie rewitalizacji i pokazać, że - gdy jest właściwie rozumiana - nie oznacza jedynie świeżo odmalowanych od frontu kamienic.

Zobacz też: Ludzie śmieją się z rewitalizacji

Każde miasto i gmina chce mieć zatem swój własny program rewitalizacji. Dotyczy to także tych miejsc, gdzie już wcześniej udało się pozyskać na ten cel pieniądze z Brukseli. W drugiej dekadzie naszego członkostwa w Unii Europejskiej nawet w najbardziej zamożnych metropoliach wciąż nie brak zaniedbanych budynków, kwartałów, a nierzadko całych dzielnic. Do tej pory skala i forma tego typu działań zależała głównie od determinacji i kompetencji lokalnej władzy. W najbliższych latach rządowy program i gotowy już projekt ustawy o rewitalizacji mają pomóc koordynować te działania i pomóc skutecznie rozdysponować olbrzymią pulę środków.

Projekt "Ustawy o rewitalizacji obszarów zdegradowanych" przygotował w 2013 roku Związek Miast Polskich. ZMP chciał m.in. uporządkować chaos znaczeń i definicji, który towarzyszy uchwalaniu działaniom związanym z rewitalizacją. Projekt definiuje więc podstawowe pojęcia, wprowadza zasady tworzenia takich programów, zakres merytoryczny, ewaluację oraz relacje między ich uczestnikami. Dokument nie jest jednak wolny od wad. - Projekt nieprecyzyjnie określa relacje finansowe między uczestnikami programu, gdzie często używa się zwrotów "może" lub "powinien", co nie buduje pewności i zaufania w relacjach finansowych partnerów - ocenia Bogusław Hajda, urbanista ze Stowarzyszenia Forum Rewitalizacji. - W mojej opinii ten fragment ustawy nie stanowi zachęty dla potencjalnych interesariuszy do udziału w procesie rewitalizacji. 

Warto zobaczyć: Rewitalizacja kamienicy za unijne pieniądze

Wszystko wskazuje na to, że na ustawę w tym lub innym kształcie jeszcze poczekamy. Od listopada 2013 r., kiedy to projekt przekazano na ręce Elżbiety Bieńkowskiej, wówczas jeszcze Minister Rozwoju Regionalnego, dokument tkwi w ministerialnej "zamrażarce".

Skoro rozwiązania ustawowe w zakresie rewitalizacji są na razie melodią przyszłości, warto  sprawdzić, jak samorządy rozumieją to pojęcie. A zwykle rozumieją błędnie, bo rewitalizacja zazwyczaj bywa sprowadzana do roli "większego remontu". - O ile z rewitalizacją parku można się jeszcze zgodzić, to trudno mówić o ożywieniu linii kolejowej - mówi Hanna Gill-Piątek, działaczka społeczna i pracowniczka Biura ds. Rewitalizacji i Rozwoju Zabudowy Urzędu Miasta Łodzi. - Owszem, są to ważne składowe całego procesu, jeśli prowadzimy go kompleksowo. Tylko że ten szerszy horyzont zazwyczaj w polskim myśleniu o rewitalizacji jest nieobecny.

Co więc powinniśmy rozumieć przez rewitalizację? Jest to złożony proces, w którym element architektoniczny jest ważny, ale na równi z czynnikiem ekonomicznym i społecznym. - Proces rewitalizacyjny ma miejsce na obszarze, który z jakiegoś powodu znalazł się w kryzysie i wymaga ponownego włączenia w życie miasta - wyjaśnia Gill-Piątek. - Przyczyny tego kryzysu mogą być różne, zwykle są to skumulowane wieloletnie zaniedbania na wielu płaszczyznach, czy na przykład upadek przemysłu, który pozostawia po sobie duże niezagospodarowane tereny.

To też cię zainteresuje: Z pomocą Unii Europejskiej upiększymy polskie miasta

Jak zatem zrewitalizować śródmieścia nie pomijając przy tym głosu lokalnych mieszkańców, który często nie dociera do miejskich ratuszy? W Łodzi postawiono na dialog i konsultacje z mieszkańcami. - Jesteśmy po trzech warsztatach, dwóch spacerach i maratonie pisania wniosków, a przed nami następne spotkania - opowiada Hanna Gill-Piątek. - Zainteresowanie rewitalizacją jest bardzo duże. Mieszkańcy chętnie dzielą się wiedzą i pomysłami. Oczywiście przychodzą też ludzie z bieżącymi bolączkami. Specjalnie dla nich mamy na konsultacjach osobę, która je zapisuje i przekazuje odpowiednim wydziałom. Rewitalizacja udaje się tam, gdzie jest dialog. Czasem żeby go nawiązać, trzeba podejść, po ludzku pogadać. Jasne, że na skalę całego miasta tak się nie da, ale bez głosu mieszkańców nawet wydawałoby się najlepsze projekty mogą okazać się wydmuszką. Nie możemy tego ryzykować.

Łódzka urzędniczka przekonuje, że wiele sąsiedzkich zatargów i nieporozumień da się rozwiązać przez negocjacje i wspólne uzgadnianie najdrobniejszych nawet szczegółów. - Ciekawe wyglądała np. dyskusja na temat otwierania podwórek, by w środku kwartałów robić dodatkowe przejścia. Z początku tendencja jest taka, żeby się zagrodzić, bo jak będzie ładnie, to wejdą i zniszczą. Potem przychodzi refleksja, że jednak tam, gdzie chodzi więcej ludzi jest bezpieczniej. A sklepy czy usługi ulokowane na parterach by na tym skorzystały - mówi Gill-Piątek. - Można mówić, że to drobiazgi, ale według badań prowadzonych od ponad trzydziestu lat w Niemczech to właśnie jakość codziennego życia jest decydującym czynnikiem, dla którego chcemy mieszkać czy pracować w centrum.

Czytaj też: Starsze budynki też mogą błyszczeć

Problemem, z którym zmaga się wiele nie tylko polskich miast jest podział na enklawy biedy i enklawy bogactwa. W przypadku tych pierwszych nawet najlepsze programy pomocowe bywają bezradne. Wieloletnia koncentracja ubóstwa i będąca jej konsekwencją agresja wobec otoczenia sprawiają, że pojawia się pokusa odepchnięcia takich ludzi od centrum.  Jednak przykład Paryża powinien być przestrogą, że zamykanie najuboższych na przedmieściach to bomba z opóźnionym zapłonem. - Problemy społeczne sprzątnięte "pod dywan", w mniej widoczne miejsca, z czasem odbiją się czkawką i będą stanowiły realny koszt dla wszystkich - przekonuje Hanna Gill-Piątek. - Wiele miast na Zachodzie ma już to doświadczenie. Francuzi po kłopotach, jakich doświadczyli na własnej skórze budują bez kompleksów lokale socjalne wśród drogich apartamentowców. To wzmacnia spójność społeczną i podnosi szanse dzieci.

Rewitalizacja jest więc trudnym i obliczonym na wiele lat procesem, wymagającym olbrzymiej pracy bez gwarancji na szybki sukces. - W Polsce tak naprawdę żadna rewitalizacja jeszcze do końca się nie udała. Nawet mój ulubiony Księży Młyn, gdzie rzeczywiście dialog z mieszkańcami był mocny i teraz dzielnica przyjmuje nowych mieszkańców, to proces jeszcze nie zakończony. Ale już można mówić z dumą o tym, że się tam mieszka. To chyba najlepszy wyznacznik udanej odnowy - podsumowuje Gill-Piątek.

Autor: Adam Tubilewicz
0komentarzy