Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

Stoją w wielu dużych miastach w Polsce. Mają po kilkanaście pięter, kilkaset mieszkań, mieszka w nich kilkaset tysięcy ludzi. Kiedyś podziwiane, dziś zaniedbane. Jak się mieszka w molochach?
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Tsca/Wikimedia Commons (CC-BY-SA 3.0)
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Tył falowca - balkony, w gdańskim Nowym Porcie

    tomasz przechlewski/Wikimedia Commons (CC-BY 2.0)
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Galeria falowca

    Artur Andrzej/Wikimedia Commons (CC0 1.0)
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Falowiec - klatka schodowa

    Artur Andrzej/Wikimedia Commons (CC0 1.0)
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Front falowca w Nowym Porcie

    Nemo/Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Superjednostka przed remontem

    Lestat (Jan Mehlich)/Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Superjednostka w Katowicach

    Piotrus/Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Superjednostka w Katowicach

    Aktron/Wikimedia Commons (CC BY 3.0)
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Pekin lub Przyczółek Grochowski to budynek mieszkalny zlokalizowany w Warszawie w dzielnicy Praga Południe. Budynek ma łączną długość 1,5 km (z załamaniami).

    Michcik/Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Pekin lub Przyczółek Grochowski to budynek mieszkalny zlokalizowany w Warszawie w dzielnicy Praga Południe. Budynek ma łączną długość 1,5 km (z załamaniami).

    Michcik/Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Pekin lub Przyczółek Grochowski to budynek mieszkalny zlokalizowany w Warszawie w dzielnicy Praga Południe. Budynek ma łączną długość 1,5 km (z załamaniami).

    Michcik/Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)
  • Największe budynki mieszkalne w Polsce, czyli kolosy na żelbetowych nogach

    Pekin lub Przyczółek Grochowski to budynek mieszkalny zlokalizowany w Warszawie w dzielnicy Praga Południe. Budynek ma łączną długość 1,5 km (z załamaniami).

    Michcik/Wikimedia Commons (CC BY-SA 3.0)

Superjednostka w Katowicach, Mrówkowiec we Wrocławiu, Pekin w Warszawie i Falowiec w Gdańsku każdy z nich powstał jako wyraz megalomanii i gigantyzmu PRL-owskich władz, które chciały budować tanio, szybko i oczywiście masowo. Jak Polska długa i szeroka powstawały jednostki mieszkaniowe, które z jednostkowością nie miały już nic wspólnego. Choć może się to wydawać niewiarygodne pomysł masowego budownictwa wcale nie narodził się za Żelazną Kurtyną, ale we Francji, kiedy Europa podnosiła się po wojennej zawierusze. Potrzebowano mieszkań, które będą łatwe i tanie w budowie, a przy tym wygodne. Słynny architekt Le Corbusier stworzył więc pierwszą Unité d'Habitation - 12 piętrową jednostkę mieszkaniową składającą się ze 137 dwupoziomowych lokali.

Czytaj też: Mieszkania w TBS. Dla kogo i ile to kosztuje 

Corbusier jeszcze podczas wojny stworzył kanon proporcji człowieka (opierając się na wzroście przeciętnego oficera amerykańskiej policji czyli 183 cm) i na jego podstawie opracował takie wymiary budynków, aby nie czuć się w nich stłamszonym. Co więcej projekt architekta zakładał, że molochy staną się prawdziwymi „maszynami do mieszkania". Nie trzeba było z nich wcale wychodzić, aby znaleźć wszystko, co potrzebne do życia - sklepy, przedszkola, lokale usługowe, a nawet salę gimnastyczną. Żeby łatwiej było się odnaleźć w ciągach korytarzy i galeryjek nad mieszkaniami montowano system specjalnych lampek. Dodatkowo budynki posiadały własne patenty wentylacyjne i okna po każdej stronie mieszkania. Pierwsza „Superjednostka" powstała w Marsylii i do dzisiaj jest miejscem pielgrzymek miłośników architektury. Zadbano nie tylko o komfort mieszkańców, ale i o estetykę budynku.

Kliknij, aby przejść do galerii zdjęć

Jak łatwo się domyśleć rewolucyjna idea Corbusiera przyjęła się w Polsce tylko w tej części, która dotyczyła ceny budowli i jej masowości. O detale, estetykę, czy komfort przyszłych mieszkańców nikt się w czasach powstawania molochów nie troszczył. Jako pierwsza wyrosła Superjednostka w Katowicach według projektu Mieczysława Króla. Przez kilka lat katowicki moloch był największym, mieszkalnym budynkiem w Polsce. Ma 187,5 metra długości, 15 kondygnacji nadziemnych i jedną podziemną mieszczącą 200 garaży. W 762 mieszkaniach może mieszkać nawet 3 tys. ludzi. Palma pierwszeństwa szybko jednak przeszła na gdański Falowiec wybudowany w 1973 roku. Ma prawie kilometr długości, co czyni go najdłuższym budynkiem w Polsce.

Imponująca jest też liczba mieszkańców - prawie 6 tysięcy, czyli tyle, ile może mieszkać w małym miasteczku. Tyle ludzi mieści się w 1792 mieszkaniach na 10 piętrach przy ul. Obrońców Wybrzeża. Rok wcześniej, czyli w 1972 został oddany do użytku wrocławski Mrówkowiec. 11 kondygnacji, 801 mieszkań, ponad 2000 okien i ponad 5000 drzwi - tak przedstawiają się statystyki molocha dolnośląskiego. Jednak prawdziwą „perłą" PRL-owskiej architektury stał się kompleks Pekin zbudowany według projektu Oskara i Zofii Hansenów na warszawskiej Pradze Południe w 1974 roku. Jakby ten specyficzny „wyścig zbrojeń" w masowej architekturze nie był jeszcze wystarczający w stolicy powstał budynek o łącznej długości 1,5 km (z załamaniami). W rzeczywistości nie jest to jeden blok, ale 22 połączone ze sobą budynki o wysokości 3-7 pięter, załamanych osiem razy pod kątem prostym, o łącznej powierzchni mieszkań 85 000 m. kw. W 1800 mieszkaniach żyje około 7000 mieszkańców. Wynik imponujący nawet jak na parametry „maszyn do mieszkania".

To też cię zainteresuje: Czy Polacy stracą nieruchomości? 

Kliknij, aby przejść do galerii zdjęć


To jednak warszawski Pekin najbardziej odnosił się do idei Corbusiera. Dzięki załamaniom budynku udało się stworzyć wewnątrz zielone dziedzińce, z dala od ruchliwej Alei Stanów Zjednoczonych, a w wewnątrz znajduje się też przedszkole, umiejscowione tak, że dzieci nie muszą przechodzić przez żadną jezdnię. Dzięki załamaniom budynku wszelkie dźwięki są tłumione, nie słuchać hałasu z zewnątrz. W katowickiej Superjednostce próżno z kolej szukać kaloryferów - zimą budynek jest ogrzewany przez specjalną konstrukcję ścian grzewczych. Pomyślano też o garażach i lokalach usługowych. To jednak tyle jeśli chodzi o zalety. - Kiedy wprowadziłam się do tego budynku, było mi bardzo trudno się „połapać" gdzie jestem i w którą stronę powinnam iść - mówi Karolina, studentka UW, która wynajmuje w Pekinie małe mieszkanie - no i te kraty za oknami, przez które człowiek czuje się jak w więzieniu i to takim, gdzieś w Azji! - żartuje. Kraty to sposób mieszkańców na liczne kradzieże, które zdarzały się w mieszkaniach, kiedy dostęp do okalających piętra galeryjek był niczym nieograniczony, a także dzieciaki, które z galerii zrobiły sobie tory rolkarskie i rowerowe. Nawet załamania budynku nie pomagały na wrzaski bezpośrednio pod oknami.

Na galerię narzekają też mieszkańcy gdańskiego Falowca. - Największą zmorą byli samobójcy - wspomina pani Katarzyna Filipczuk, która wyprowadziła się z Falowca przed kilkoma laty - pod oknami regularnie jeździły karetki, widoki były naprawdę makabryczne. Te galerie i wysokość budynku przyciągała desperatów. Zresztą to nie był jedyny problem mieszkania w molochu. Znało się tylko sąsiadów z jednej klatki schodowej. Regularnie urządzano burdy pijackie, ściany cienkie, wszystko słychać. Koszmar. Mieszkania bardzo tanie, blok zaniedbany to i sąsiedztwo nieciekawe - podsumowuje.

Zobacz też: Prezydencka ustawa rodzinna ma sprzyjać także w kwestii mieszkaniowej 

Anonimowość, „nieciekawe" sąsiedztwo, brak prywatności to zresztą najczęściej powracające zarzuty do polskich molochów. A także architektoniczne dziwactwa jak na przykład windy, które nie dojeżdżają na wszystkie piętra (Superjednostka), wydzielone miejsca do opalania na dachu (Mrówkowiec). Przyciąga za to cena wynajmu, czy metra kwadratowego, świetna komunikacja i położenie blisko ważnych punktów miast. Dostępność szkół, przedszkoli, sklepów, usług. Wszystko pod nosem.

Kliknij, aby przejść do galerii zdjęć

Są też tacy, których molochy fascynują. W 2010 roku w katowickiej Superjednostce zamieszkały studentki projektowania graficznego ASP. Szybko zorientowały się, że blok nie jest anonimowym molochem, a indywidualizmu dodają mu... balkony, malowane przez mieszkańców na rozmaite kolory, zamieniane w zielone oazy i zapełniane rozmaitymi przedmiotami. Niektórzy w lecie potrafią upchnąć na balkonie krzesełko i parasol chroniący od słońca. Dziewczyny postanowiły fotografować zmieniające się wystroje balkonów a ze swoich prac zrobiły wystawę. Projekt nazywał się „Superjednostka" i składał się z setek małych zdjęć, układanych w kolaże. Gdański Falowiec został z kolei doceniony przez mieszkańców miasta, którzy w ramach plebiscytu organizowanego przez portal MMTrójmiasto, zaproponowali kandydaturę budynku w konkursie na wyłonienie 7 cudów Trójmiasta.

Warto przeczytać: Jak dobrze zabezpieczyć mieszkanie przed złodziejem (WIDEO) 

Polskie molochy, jednostki mieszkaniowe, maszyny do mieszkania, były kiedyś podziwiane. Każdy chciał w nich mieszkać, wprowadzić się do własnego M, choćby miało malutką kuchnię i wąskie, mało ustawne pokoje. Do tej pory znajdują się na trasach alternatywnych wycieczek po miastach, wiodących śladami PRLu. Obecnie większość z nich przypomina jednak zaniedbane, ogromne szaro-bure bryły, albo co gorsza pomalowano je w pastelowe, zupełnie niepasujące barwy. Polskie giganty odstraszają, przytłaczają, ale tez w jakiś pokrętny sposób fascynują i przyciągają. Czasem jako relikt przeszłości, a czasem socjologiczno-architektoniczna ciekawostka.

Marta Okuniewska 

Zdjęcia wykorzystane w artykule pochodzą z Wikimedia Commons. Licencja: (CC0 1.0) (CC BY 2.0)(CC BY-SA 3.0)(CC BY 3.0)

Autor: Marta Okuniewska
15komentarzy
Dodaj komentarz

Komentarze (15)

Komentarz został usunięty.
miało 337 mieszkań, a nie 137.
jak, 07.05.2014, 21:36
Szaro-bure barwy źle, pastelowe kolory - też niedobrze.
rita, 07.05.2014, 23:08
szaro-bure, nawet w pastelowych barwach
zmarszczek nie pokryje żadna farba
siwers, 09.05.2014, 15:53
Artykuł tendencyjny, Blok Obrońców Wybrzeża 43 Nie jest zaniedbany, tam jest dobra Spółdzielnia, Blok jest po remoncie, w okolicy jest dynamiczny rozwój a fotka jest ponad 10 lat stara! Ceny mieszkań trzymają cene to to jest 1Km do morza, mieszkanie na Krupówkach można sobie wsadzić w dee, widok + swieże powietrze jest mega
Kwasibor, 07.05.2014, 23:36
...Pani Magda, Gdanska rysowniczka, osoba zaznajomiona z tematem Gdanska, jego architektury, sztuki i kultury. Osoba nietuzinkowa, mieszkajaca niegdys w Falowcu, ktora jako jedyna zglosila sie kilka miesiecy temu do jednego z programow jako osoba potrafiaca opisac wrazenia po mieszkaniu w tym miejscu. To osoba znajaca cale rzesze artystow z Trojmiasta, jedyna prawdziwa mieszkanka postPRLowskich rejonow regionu, znawczyni tematyki i artystka.
Andrzej Rasiakowski, 15.05.2014, 11:10
pekin to juz dawno po remoncie całościowym więc słaby art.
moje nazwisko, 07.05.2014, 23:50
trzecia Rp dla Polaków nic nie zbudowała za to z upodobaniem lży osiągnięcia poprzedników.
Pamiętam, 08.05.2014, 01:19
Czy są tunele pod tymi molochami?,bo nadrabiać kilometry,to ja dziękuję.
ocelot, 08.05.2014, 09:04
Za Gierkowe długi to przynajmniej jest gdzie mieszkać i po czym jeździć, i jeszcze było czym jeździć. Gdyby nie machlojki w foz to by tyle nie było. Narzekają że te bloki są okropne a nie jeden marzy o własnym m w takim bloku. Gierek to był Kazimierz Wielki XX wieku. Powinni mu stawiać pomniki. Który przywódca dał tyle narodowi. Co z tego że narobił długów, teraz jest jeszcze więcej a ludzie nic z tego nie mają jeszcze się podatki dopierdziela.
siekieradek, 08.05.2014, 09:06
Jak by pomogli tak jak obiecali to by było inaczej ale nie Strajkować się zachciało nieroby jedne.
unknown, 08.05.2014, 09:09
"Mają po kilkanaście pięter, kilkaset mieszkań, mieszka w nich kilkaset tysięcy ludzi". Kilkaset tysięcy ludzi ?! Czyli wg Pani w jednym bloku mieszka całe miasto?! Nawet jak w jednym bloku byłoby 10 tysięcy mieszkań (niemożliwe) i w każdym mieszkaniu byłoby średnio 9 mieszkańców (również niemożliwe), to ta liczba nie będzie większa niż 100 tysięcy... Ma Pani wyraźny problem z prostą matematyką...
Korekta, 08.05.2014, 11:23
"Mają", "w nich" - słowa kluczowe w tej wypowiedzi. Zapewne chodzi o wszystkie superbloki.
szczepies, 08.05.2014, 12:24
no nie rób sobie jaj
mgs, 08.05.2014, 20:39
Komentarz został usunięty.
Komentarz został usunięty.
jhon, 08.05.2014, 22:44
Wystarczy porównać liczbę mieszkań wybudowanych "wtedy", a przez ostanie dwadzieścia parę lat...
Mieszkam w budynku z końca lat 60-tych, na osiedlu budowanym i zamkniętym do lat 80-tych ub. wieku, w dużej spółdzielni mieszkaniowej, której, od prawie samego jej początku, jestem członkiem - fakt, nie takim molochu: budynek z kilkudziesięcioma jeno różnej powierzchni mieszkaniami, niewielki, otoczony podobnymi, niezbyt ciasno - sporo zadbanej przestrzeni i zieleni wokoło, i rzeczywiście, wszystko w pobliżu - poczynając od sklepów, poprzez żłobek, przedszkole itp, a skończywszy na szkołach (dwóch) - prawdę powiedziawszy, gdyby nie pewne obowiązki - towarzyskie i zawodowe, wcale nie musiałbym wychylać się poza to osiedle - wszystko, co potrzeba, jest w odległości do 10 minut piechotą - i ZA NIC nie zamienię tego mieszkania! Tak, budynek budowany częściowo z płyty, częściowo z cegły (nie dziurawki i płyt KG), jeszcze nie tak mocno "oszczędny", ale: ZADBANY, SOLIDNY, SUCHY, CIEPŁY, CICHY wewnątrz. Owszem, może bym i zamienił miejsce zamieszkania na trochę dalsze od ruchliwej ulicy miasta (to ostatnio dopiero, ale jest nadzieja, że to się zmieni w miarę budowania obwodnic) lecz, widząc (dzięki "obowiązkom" towarzyskim) to, co i jak buduje się TERAZ, jak zagospodarowuje się teren, jak utrzymuje się to, co wybudowano całkiem nie tak dawno - już wcale nie tak chętnie. Ostanie "osiągnięcie" w postaci rozdrobnionych, słabych ekonomicznie i organizacyjnie "wspólnot" też mnie zniechęca - nader skutecznie.
Wiem, zapewne nie wszędzie tak jest... może miałem szczęście?
Gość, 09.05.2014, 15:18