Jak Polacy mieszkali przed wojną? Zobacz, jakie warunki życia oferowały domy i mieszkania w II RP

W jakich warunkach mieszkali nasi przodkowie przed drugą wojną światową? Dziś wprost trudno uwierzyć, jak opłakana była sytuacja na rynku nieruchomości w II RP. Prezentujemy zaskakujące i mało znane fakty na temat tego, jak wyglądało życie codzienne przed wojną.
  • Mieszkania przed wojną

    Rynek nieruchomości przed wojną bardzo różnił się od dzisiejszego – i to zdecydowanie na minus.

    Adam Wojnar

Setna rocznica odzyskania niepodległości przez Polskę to dla wielu okazja zarówno do świętowania, jak i pogłębienia wiedzy na temat przeszłości. Ważne daty zna każdy, nie wszyscy jednak potrafią sobie wyobrazić, jak przed laty wyglądało życie codzienne. W jakich warunkach mieszkali blisko sto lat temu nasi przodkowie? Sięgnęliśmy do źródeł historycznych, żeby odpowiedzieć na to pytanie i przedstawić najciekawsze fakty na temat rynku nieruchomości i warunków bytowych w przedwojennej Polsce. To był kompletnie inny świat...

Życie codzienne przed wojną – miasto kontra wieś

Istniejąca w latach 1918–1939 II Rzeczpospolita była państwem po przejściach. Długie lata zaborów sprawiły, że w momencie odzyskania niepodległości kraj był bardzo zacofany, a między bogatszymi i biedniejszymi regionami ziała prawdziwa przepaść. Żeby to stwierdzić, wystarczy spojrzeć na jeden z klasycznych wskaźników rozwoju – stopień zurbanizowania.

Według Drugiego Powszechnego Spisu Ludności z 1931 r. w miastach żyło wówczas tylko 27,2 proc. ludności Polski, zaś blisko trzy czwarte (72,8 proc.) mieszkało na wsi. Dziś sytuacja wygląda kompletnie inaczej – pod koniec czerwca 2017 r. według GUS odsetek ludności mieszkającej w miastach wynosił 60 proc.

Sprawdź: Kupno mieszkania. Jak kupować, żeby nie przepłacić?

Co więcej, przed drugą wojną światową nawet największe polskie miasta były raczej skromnych rozmiarów. Ośrodkiem miejskim na skalę europejską była w zasadzie tylko Warszawa, a inne miejscowości przypominały raczej spore miasteczka. Liczba ludności w głównych miastach kraju wynosiła w 1931 r.:

  • Warszawa – 1 171 898 osób (dziś 1 758 143 osób),
  • Łódź – 604 629 osób (dziś 693 797 osób),
  • Lwów – 312 231 osób (dziś 727 968 osób),
  • Poznań – 246 470 osób (dziś 539 545 osób),
  • Kraków – 219 286 osób (dziś 766 739 osób),
  • Wilno – 195 071 osób (dziś 545 280 osób).

Warto zwrócić uwagę przede wszystkim na populację Krakowa – dziś jest to drugie najludniejsze miasto Polski, jednak przed wojną pod względem populacji przypominało ono raczej dzisiejszą Częstochowę.

Warto dodać, że w II RP odsetek ludności miejskiej nie tylko był niski, ale też bardzo powoli rósł. Między rokiem 1921, gdy przeprowadzono pierwszy spis powszechny, a rokiem 1931, gdy nastąpił spis drugi, liczba osób mieszkających w miastach wzrosła tylko o 2,6 proc. Przeważająca większość Polaków żyła na wsi, na ogół w ciasnych, jednoizbowych chatach, które niewiele się zmieniły od XIX wieku.

Budynki mieszkalne w Polsce przedwojennej były... z drewna

Choć znane powiedzenie głosi, że panujący w XIV wieku król Kazimierz Wielki „zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną", jeszcze w pierwszej połowie XX wieku sytuacja wcale nie wyglądała tak różowo. W 1931 roku jednym z najczęściej stosowanych materiałów budowlanych było drewno. Budownictwo drewniane dominowało szczególnie na wschodzie kraju, na obszarze byłego zaboru rosyjskiego. Z kolei w województwach południowych, m.in. w dawnym zaborze austriackim, dość często zobaczyć można było chaty postawione z gliny. W skali całego kraju najczęściej spotykało się budynki mieszkalne:

  • drewniane – 50 proc.,
  • murowane – 46 proc.,
  • gliniane – 4 proc.

Co więcej, w II Rzeczpospolitej liczba budynków drewnianych rosła zamiast maleć: w latach 1921–1931 przybyło ich 2 proc. Jak łatwo się domyślić, były to przede wszystkim wiejskie chaty, choć domy z drewna powstawały powszechnie także w miastach, gdyż był to najtańszy dostępny budulec. W ówczesnej Polsce przeważała zabudowa parterowa, popularna szczególnie na południu i wschodzie kraju. Jeśli chodzi o mieszkania, najwięcej, podobnie jak dziś, było lokali dwupokojowych i trzypokojowych.

II RP – głód mieszkań czy nędza mieszkaniowa?

Mieszkania przed wojną

Źródło: opracowanie własne na podstawie Drugiego Powszechnego Spisu Ludności z 1931 roku

Eksperci komentujący dzisiejszą sytuację na polskim rynku nieruchomości często mówią o panującym w kraju głodzie mieszkań. Dzisiejszy popyt na mieszkania, choć wysoki, jest jednak niczym w porównaniu z tym, jak rozpaczliwie wyglądała sytuacja mieszkaniowa w dwudziestoleciu międzywojennym. W 1931 r. żyły w Polsce blisko 32 mln ludzi, jednak mieli oni do dyspozycji tylko 6,4 mln mieszkań i domów. Dla porównania – obecnie Polska ma ponad 38 mln mieszkańców, na których według GUS przypada 14,4 mln domów i mieszkań.

Katastrofalna sytuacja mieszkaniowa panowała nawet w największych miastach. Warszawa liczyła sobie ponad 1,17 mln mieszkańców, jednak przypadało na nich tylko 249 tys. lokali mieszkalnych w 25 tys. budynków. Jak widać w tabeli, nie lepiej działo się w innych głównych ośrodkach miejskich kraju, a sytuację dodatkowo pogarszała migracja zarobkowa ze wsi do miast. W rezultacie miasta w II RP były ogromnie przeludnione.

– W kraju mówiono powszechnie o nędzy mieszkaniowej – stwierdzają w swoim artykule naukowym „Z historii polskiego rynku nieruchomości" Leszek Kałkowski i Wanda Stanisławska. – W Krakowie klęska mieszkaniowa oceniana była następująco: ok. 1920 r. na 1 km2 miasta przypadało 15 tys. mieszkańców, podczas gdy w Wiedniu było to 9,4 tys. osób, a w Pradze 10 tysięcy.

Gdzie w tej sytuacji mieszkali Polacy? Wiele wskazuje na to, że odpowiedź na to pytanie brzmi: „gdzie tylko mogli". Kiedy przed wojną opublikowano wyniki przeprowadzonego w 1931 r. spisu powszechnego ludności i mieszkań, we wstępie zaznaczono, że pominięte zostały lokale mieszkalne „ruchome, jak wozy, berlinki itp." oraz „normalnie nie nadające się do celów mieszkalnych, jak szopy, namioty, składy itp.". Informacja ta jasno wskazuje, że osób mieszkających w taki sposób musiało być wiele.

Stare budynki mieszkalne niszczały, nowych wznoszono zbyt mało

Nędzy mieszkaniowej nie były w stanie zaradzić nowe inwestycje mieszkaniowe. Powstawało ich bowiem zdecydowanie zbyt mało – w 1931 r. szacowano, że w kraju buduje się tylko 20 proc. tego, co przed pierwszą wojną światową. Co gorsza, wiele spośród powstających izb mieszkalnych nie nadawało się do zamieszkania, ponieważ brak należytej kontroli ze strony „policji budowlanej" spowodował, że nie spełniały one odpowiednich wymogów. Oceniano, że w samej stolicy takich izb jest ok. 20 tysięcy. Kryzys mieszkaniowy dodatkowo pogarszały urzędy państwowe i biura handlowe, które często zajmowały najlepsze budynki na swoje potrzeby.

Przeczytaj: Jak zrobić remont w weekend? Poradnik dla remontujących

Dodatkowym problemem był fakt, że z powodu braku funduszy na remonty wiele starszych budynków mieszkalnych niszczało i przestawało spełniać swoje funkcje. Duża część z nich nosiła ślady zniszczeń wojennych z lat pierwszej wojny światowej, a sytuację dodatkowo pogorszył trwający w latach 1929–1933 ogólnoświatowy kryzys gospodarczy. Według szacunków w samej Łodzi wskutek braku remontów popadło w ruinę kilkaset domów.

II RP – kredyt hipoteczny na 60 lat i wysokie czynsze najmu

Kupno nieruchomości w przedwojennej Polsce wiązało się, podobnie jak dziś, ze sporymi wydatkami. Z tego powodu znaczną część transakcji na rynku nieruchomości finansowano za pomocą kredytu hipotecznego. Kredytów mogły udzielać zarówno osoby prywatne, jak i instytucje kredytowe, przy czym te drugie cieszyły się większą popularnością.

Warunki kredytów udzielanych przez instytucje wyglądały następująco:

  • oprocentowanie 3–5 proc. w skali roku,
  • okres kredytowania dla kredytów zabezpieczonych na obiektach drewnianych: do 30 lat,
  • okres kredytowania dla kredytów zabezpieczonych na obiektach murowanych: do 60 lat,
  • wartość kredytu: do 50 proc. wartości nieruchomości,
  • kredytowany budynek może stanowić przedmiot rynkowego obrotu.

Dużym zainteresowaniem cieszyły się przed wojną również mieszkania na wynajem. W teorii wynajem powinien być tani, ponieważ od 1919 r. obowiązywało prawo „zamrażające" czynsze (lub – jak wtedy mówiono – komorne) na poziomie z grudnia 1914 r. W praktyce jednak taki stan rzeczy szybko doprowadził do nadużyć. Oficjalnie zameldowani lokatorzy powszechnie podnajmowali swoje lokale innym osobom, pobierając za to kwoty kilkukrotnie wyższe od tych, które sami płacili. Co gorsza, te nieuregulowane prawem czynsze często wzrastały nawet raz na kwartał. Wiele osób domagało się też płacenia za kilka miesięcy z góry, a lokatora dodatkowo obciążano kosztami remontu budynku.

Mieszkania przed wojną

Zdjęcie: Łukasz Kowalski

Mieszkania przed wojną – przeludnienie, ciasnota i bieda

II RP była państwem ogromnych kontrastów, w tym również ekonomicznych. Podczas gdy zamożni właściciele ziemscy rezydowali nieraz w wiejskich pałacykach, a dobrze sytuowani mieszczanie zajmowali wygodne wille lub wielopokojowe mieszkania, przeciętny robotnik mieszkał w pojedynczej izbie będącej zarazem pokojem i kuchnią. Nieco lepiej zarabiający mieli dwie izby, kuchenną i mieszkalną, wyposażone na ogół jedynie w podstawowe sprzęty:

  • stół,
  • krzesła,
  • łóżka,
  • szafę na ubrania,
  • kredens kuchenny lub szafkę wiszącą,
  • lustro ścienne.

Źródło ogrzewania stanowił najczęściej kaflowy piec kuchenny, a po wodę chodzono do studni na podwórzu. Wnętrza oświetlano początkowo głównie lampami naftowymi, które dopiero stopniowo wypierać zaczęło oświetlenie elektryczne. Większość mieszkań nie miała kanalizacji.

Zobacz: Mieszkania substandardowe: co to takiego i kto chce w nich mieszkać?

W ciasnych mieszkaniach biedoty żyły rodziny wielodzietne i wielopokoleniowe. Według stanu z 1931 r. w ponad połowie lokali jednoizbowych mieszkały więcej niż 4 osoby, a w spisie odnotowano też prawie 200 tys. mieszkań zajmowanych przez 10 lub więcej osób na izbę. Rodzice najczęściej spali razem z dziećmi w jednym łóżku. Dodatkowo dla podreperowania domowego budżetu wiele osób podnajmowało każdy skrawek wolnej przestrzeni lokatorom – zarówno krewnym, jak i obcym. W rezultacie w jednej izbie często nocowało nawet kilkanaście osób.

Mieszkania bez prądu, wody, gazu i... ustępu

Nieruchomości bez dostępu do podstawowych mediów są dziś rzadkością, jednak przed wojną mieszkanie z oświetleniem elektrycznym, bieżącą wodą i kanalizacją było rzadko spotykanym luksusem. W 1932 r. tylko niewielka część budynków mieszkalnych miała wszystkie instalacje: elektryczną, wodociągową, kanalizacyjną i gazową. W miastach powyżej 20 tys. mieszkańców budynków takich było:

  • w województwach zachodnich: 28 proc.,
  • w województwach południowych: 7 proc.,
  • w województwach centralnych: 7 proc.

Dla najgorzej rozwiniętych województw wschodnich (oraz miejscowości poniżej 20 tys. mieszkańców) brak danych, można się jednak domyślać, że odsetek ten był tam jeszcze niższy. Nie lepiej wyglądała sytuacja, gdy uwzględnić tylko prąd, wodę i kanalizację, bez dostępu do instalacji gazowej. Takich budynków było:

  • w województwach zachodnich: 21 proc.,
  • w województwach południowych: 11 proc.,
  • w województwach centralnych: 8 proc.,
  • w województwach wschodnich: 4 proc.

Również toaleta – dziś absolutny standard w mieszkaniu czy domu – była rzadkością. W 1931 r. tylko 16 proc. lokali mieszkalnych w miejscowościach powyżej 20 tys. mieszkańców było wyposażonych w ustęp. Większość osób korzystała z toalet zlokalizowanych na zewnątrz. Były to, czasem spotykane również dziś, drewniane sławojki – nazwane tak od imienia przedwojennego premiera Felicjana Sławoja Składkowskiego, który propagował ich budowę w celu poprawy stanu higieny polskich miast i wsi.

Żeby w pełni zobrazować sobie ówczesną sytuację sanitarną, warto porównać rok 1931 z czasami współczesnymi – i być może bardziej docenić warunki, w jakich żyjemy.

– Rosnący odsetek mieszkań wyposażonych w instalacje techniczno-sanitarne wskazuje na poprawę warunków mieszkaniowych ludności – pisali eksperci GUS w raporcie podsumowującym rok 2017. – W wodociąg wyposażonych było 96,8% mieszkań, w ustęp – 93,7% i łazienkę – 91,4%. Instalacja gazowa natomiast podłączona była w co drugim mieszkaniu.

Zobacz aktualne oferty nieruchomości na stronie lub w aplikacji Gratki

W tekście wykorzystano dane z Drugiego Powszechnego Spisu Ludności z 1931 roku, informacje dostępne na stronie Centralnego Muzeum Włókiennictwa w Łodzi oraz opublikowany w periodyku naukowym „Świat Nieruchomości" (nr 63/2008) artykuł L. Kałkowskiego i W. Stanisławskiej pt. „Z historii polskiego rynku nieruchomości". Liczby dotyczące współczesności pochodzą z danych Głównego Urzędu Statystycznego. 

Autor: Przemysław Zańko
4komentarzy
Dodaj komentarz

Komentarze (4)

Po wojnie wcale nie było lepiej. Co gorsza wiele osób pomimo tego, że pracowało i tak żyło na skraju nędzy. Zarówno moja babcia jak i dziadek pracowali, wychowywali 4 dzieci. Z tego co opowiadała mama to się ogólnie nie przelewało w chałupie. Do szkoły bez śniadania to był standard.
SSG, 13.11.2018, 07:14
No cóż... Mamy doceniać - co? To jak było sto lat temu, a co mamy teraz?!!! To jakaś paranoja, ja żyję w centrum Europy współczesnej i tak chcę by mnie i mój kraj oceniano. owszem, kiedyś było tak czy inaczej, ale żyjemy STO lat później i tak należy patrzeć na rzeczywistość. przez pryzmat dzisiejszych osiagnięć i standardów. I w tym kontekście to nam jeszcze trochę do Europy brakuje.
Marta, 16.12.2018, 16:52
Ale kontekst historyczny ma znaczenie. Jeśli w wyścigu bierze udział jeden biegacz kompletnie zdrowy i drugi, który niedawno wyszedł z poważnej choroby, to trudno oczekiwać od obu podobnego wyniku. Co więcej, biegacz po chorobie powinien się czuć dumny nawet z nieco słabszego wyniku, bo miał do pokonania dużo większe trudności. Nie ma co mierzyć wszystkich tą samą miarą. To, że w ciągu stu lat zrobiliśmy taki skok cywilizacyjny, to powód do dumy i dobra wróżba na przyszłość.
maratonczyk, 21.02.2019, 12:59
Na przykład do przedwojennych Niemiec z wczesnych lat 30-tych, gdzie sztucznie wyreżyserowana hiperinflacja spowodowała masowe ubóstwo większe, niż w przedwojennej Polsce, a Niemcy pieniędzmi tapetowali ściany, bo były nic nie warte?
dC, 12.07.2019, 22:55