Rynek mieszkaniowy odżywa po pandemii. Sprzedaż mieszkań znowu rośnie

Zainteresowanie zakupem mieszkania ponownie zaczęło w Polsce rosnąć. Nadal jednak istnieje ryzyko, że w ciągu najbliższego roku rynek czeka kryzys.
  • sprzedaż mieszkań

    Z powodu koronawirusa sprzedaż mieszkań spadła, jednak mniej, niż obawiali się eksperci.

    123RF.com

Rynek mieszkaniowy zaczyna powoli odmarzać – donosi Gazeta Wyborcza. Po kilkumiesięcznym spadku ruchu wywołanym pandemią koronawirusa SARS-CoV-2 do biur nieruchomości i deweloperów znów zaczęli zgłaszać się klienci. Zarazem jednak coraz trudniej jest uzyskać kredyt hipoteczny, a część deweloperów wstrzymuje nowe inwestycje. Może to oznaczać, że kryzys wciąż czai się na horyzoncie.

Rynek mieszkaniowy podnosi się po koronawirusie

Jeśli chodzi o rynek mieszkaniowy, pierwszym odruchem Polaków w odpowiedzi na pandemię było wstrzymanie się z zakupem mieszkania. Według portalu RynekPierwotny.pl w kwietniu 2020 r. sprzedaż mieszkań spadła w zależności od miasta o 11–63 proc. Jednym z powodów były trudności związane z lockdownem, tj. trudniejszy dostęp do notariuszy i wydłużony czas załatwiania formalności.

Wiele wskazuje jednak na to, że wbrew obawom ekspertów większość Polaków nie zrezygnowała z zakupu mieszkania, a tylko odsunęła go w czasie. Jak pisze Wyborcza, 70 proc. przedsiębiorców należących do Polskiego Związku Firm Deweloperskich nie odnotowało ani jednego przypadku, by klient wycofał się z już zawartej umowy kupna. To oczywiście niepełne dane – dopiero za kilka miesięcy będzie dokładnie wiadomo, jak dużo mieszkań faktycznie sprzedano w „wirusowym" drugim kwartale 2020 r. Widać jednak, że ruch na rynku mieszkaniowym znowu rośnie.

Przeczytaj: Nowa ulga na zakup mieszkania jeszcze w tym roku? Tego chce resort rozwoju

– Od momentu wybuchu pandemii mieliśmy do czynienia ze wstrzymaniem się naszych klientów z zakupem mieszkań – przyznał agencji Newseria Biznes Damian Kapitan, prezes zarządu Budimex Nieruchomości. – Jednak to jest okres przejściowy (...). Dzisiaj klienci już do nas wracają. Widzimy większy ruch w naszych biurach sprzedaży, a ruch na stronach internetowych powrócił do poziomu sprzed pandemii.

Podobne komentarze można usłyszeć od innych deweloperów i agencji nieruchomości cytowanych przez Wyborczą. Po kilkumiesięcznym przestoju sprzedawcy mieszkań liczą na powrót do normalności. Warto dodać, że I kwartał 2020 r. był dla deweloperów bardzo dobry nawet mimo spadku sprzedaży od połowy marca. Jak podaje BusinessInsider.com, łącznie w tym okresie czołowi deweloperzy sprzedali o 3,7 proc. mieszkań więcej niż rok wcześniej.

Ceny mieszkań się stabilizują, poszukiwane mieszkania rosną

Jak podają eksperci SonarHome.pl i RynekPierwotny.pl, jak na razie nie widać na rynku mieszkaniowym spadków cen. W największych miastach dała się za to zaobserwować stabilizacja – ceny ofertowe przestały rosnąć najpierw na rynku wtórnym (marzec–kwiecień), a później na rynku pierwotnym (maj). Od kilku miesięcy wahania średnich cen ofertowych sięgają co najwyżej 1–2 proc. w skali miesiąca.

Co dalej z cenami mieszkań? Odpowiedź brzmi: nie wiadomo. Wielu ekspertów spodziewa się w ciągu najbliższego roku jednocyfrowych obniżek, a nieliczni, jak PKO Bank Polski – spadków cen sięgających nawet 15 proc. Wszystko zależy od tego, jak szybko pandemia dobiegnie końca i jak to wpłynie na polską gospodarkę.

Sprawdź: Ceny mieszkań spadną o 15 proc.? Tak uważa PKO Bank Polski

Na razie dał się za to zaobserwować ciekawy trend: po pandemii Polacy zaczęli szukać większych mieszkań. Jak wyliczył serwis Gratka.pl, minimalna wielkość poszukiwanego lokalu wzrosła między marcem a kwietniem z 40 m kw. do 55 m kw. Podobne obserwacje mają analitycy serwisu Otodom.pl – najczęściej wyszukiwany metraż zwiększył się podczas pandemii z 40 do 60 m kw., a obecnie sięga nawet 100 m kw.

Polacy coraz częściej chcą też, by mieszkanie miało przydomowy ogródek, balkon albo taras. Łatwo się domyślić, że wszystkie te zmiany są bezpośrednim następstwem kilkumiesięcznego uwięzienia w mieszkaniach, podczas którego wielu z nas zatęskniło za przestrzenią i zielenią.

Deweloperzy wstrzymują nowe inwestycje, banki zaostrzają politykę

Wzmożony ruch na rynku mieszkaniowym może sygnalizować powrót do normalności, jednak warto wstrzymać się z nadmiernym optymizmem. Choć branża deweloperska zapewnia, że jest w znakomitej kondycji i nie przestaje budować, liczby dają do myślenia. Według GUS w kwietniu 2020 r. liczba mieszkań, których budowę rozpoczęto, była o 27,3 proc. niższa niż miesiąc wcześniej i o 37,8 proc. niższa niż rok wcześniej. Negatywne skutki pandemii dla budownictwa są więc wyraźnie zauważalne, a groźba kryzysu wciąż czai się na horyzoncie.

Jeśli uwzględnić tylko deweloperów (mieszkania budują też inne podmioty, m.in. TBS-y), spadki są jeszcze większe – jak podaje PZFD, w skali roku liczba rozpoczynanych nowych inwestycji deweloperskich spadła o 46 proc. Jednocześnie deweloperzy uzyskali o 26,6 proc. mniej pozwoleń na budowę niż przed rokiem. To wyraźny sygnał, że choć koronawirus z Wuhan nie wstrzymał prawie żadnej rozpoczętej budowy, branża deweloperska gra ostrożnie i wstrzymuje nowe inwestycje. Oznacza to, że nowych mieszkań będzie mniej.

Spadek podaży mieszkań to dla klientów zła wiadomość – mała liczba lokali na rynku sprzyja wzrostom cen. Obniżkom cen sprzyja z kolei obecne zaostrzenie polityki kredytowej przez wiele banków. Oznacza ono bowiem większą trudność w uzyskaniu kredytu hipotecznego i zakupie mieszkania – w maju 2020 r. udzielono ich o 28,9 proc. mniej niż rok temu. Jak podaje Biuro Informacji Kredytowej, w maju popyt na kredyty lekko wzrósł w porównaniu do kwietnia (liczba wniosków wzrosła o 3,2 proc.), ale nadal był dużo niższy niż przed rokiem (o 29 proc.).

Zobacz: Palenie śmieciami oburza Polaków. Popieramy donosy w tej sprawie

Autor: Przemysław Zańko
0komentarzy