Odnawialne źródła energii w Niemczech pokryły całe zapotrzebowanie na energię

1 maja 2018 roku Niemcy pokazały, że mogą uniezależnić się od energii pozyskiwanej z elektrowni atomowych, węglowych i gazowych.
  • Niemcy są jednym z największych eksporterów energii

    Niemcy stawiają na odnawialne źródła energii - te jak się okazuje mogą pokryć całe zapotrzebowanie energetyczne kraju.

    Przemysław Świderski

Tego dnia po raz pierwszy w historii moc wytworzona dzięki OZE (odnawialnym źródłom energii) pokryła, a właściwie nawet przekroczyła zapotrzebowanie energetyczne Niemiec. O sprawie jako pierwszy poinformował serwis Wysokienapiecie.pl powołując się na dane Niemieckiej Agencji ds. Sieci.

Dobra kondycja OZE u naszych zachodnich sąsiadów

Tego dnia elektrownie bazujące na biogazie i biomasie oraz elektrownie wodne, słoneczne i wiatrowe generowały więcej mocy (54 GW) niż wynosiło zapotrzebowanie całych Niemiec w tym dniu (szacowane na 53 GW). Sytuacja taka miała miejsce prze dwie godziny. Takiemu wynikowi pomógł nieco 1 maj (Święto Pracy jest również dniem wolnym w Niemczech), w czasie którego zapotrzebowanie na energię jest mniejsze niż zwykle. Nie zmienia to faktu, że OZE mają się w Niemczech świetnie, a tydzień wcześniej, również w wolną niedzielę, OZE pokryły 95 procent zapotrzebowania Niemiec na prąd.

Warto przeczytać: Jakie są koszt eksploatacji pompy ciepła i jak je obniżyć

Działanie tak silnego sektora OZE niesie ze sobą określone konsekwencje na rynku energii. Nie oznacza to na przykład, że można w takiej sytuacji ot tak, wyłączyć elektrownie atomowe czy przerwać procesy w elektrowniach węglowych – koszty ich ponownego uruchomienia byłyby niewspółmierne do oszczędności, które by w ten sposób uzyskano. Elektrownie – choć na zmniejszonych mocach, działały więc dalej. Niski popyt na energię w dzień wolny od pracy, który spotkał się z wysoką podażą energii na giełdach spowodował, że jej producenci musieli dopłacać konsumentom, by ci energię odebrali. Oczywiście rzecz nie dotyczy odbiorców indywidualnych – zyskali na tym dystrybutorzy energii, a także najwięksi przemysłowi odbiorcy, tacy jak huty.

Rozwojowi OZE w Niemczech towarzyszy też paradoks

Choć zasadnym wydaje się myślenie, że wzrost znaczenia OZE prowadzić będzie do ograniczania emisji dwutlenku węgla, to jednak od kilku lat w Niemczech obserwuje się raczej tendencję odwrotną. Dziś wiadomo, że nasz zachodni sąsiad nie osiągnie raczej swojego ambitnego planu – redukcji do 2020 roku emisji CO2 o 40 procent (w stosunku do tej z roku 1999). Winę za to ponosi głównie dynamiczny rozwój transportu i przemysłu, a także tradycyjne sposoby ogrzewania. Oczywiście domyślać się można co byłoby z poziomem CO2, gdyby energia pozyskiwana do zaspokojenia potrzeb przemysłu była generowana jedynie przez elektrownie węglowe (te i tak docelowo mają zniknąć z krajobrazu przemysłowego Niemiec za około 30 lat).

Polska nie wykorzystała okazji do zakupu tańszej energii od swojego sąsiada, który chciał pozbyć się swoich nadwyżek. – Ponieważ energia z Niemiec przepływała przez nasz kraj tranzytem na południe Europy, Polskie Sieci Elektroenergetyczne udostępniały niewielkie możliwości importu. Cena na polskiej giełdzie utrzymała się więc na wysokim, jak na dzień wolny, poziomie ponad 150 zł/MWh – informuje WysokieNapiecie.pl 

Autor: Sławomir Bobbe
1komentarzy