Nie pozwalają zamykać jej bramy wjazdowej na posesję

Danuta Kamieniak płacze, kiedy mówi o tej sprawie: - Na mojej własnej działce nie mogę wnuczka na podwórko wypuścić, bo jest niebezpiecznie!
  • Pani Danuta Kamieniak na swojej posesji

    - Nie dyskutuję z wyrokiem sądu - twierdzi pani Danuta. - Może jednak władze miasta powinny zorganizować inną drogę, tak jak to wcześniej obiecywano?

    Renata Kudeł

Ulica Kardynała Wyszyńskiego w Lipnie. Brama do posesji Danuty Kamieniak jest otwarta. Zawsze. Dzień i noc. Półtora metra od ganku, prowadzącego do domu, jest droga. Na jej działce – ale... nie jej. Ponieważ do dwóch domów, znajdujących się za posesją pani Danuty nie ma dojazdu, ustanowiono tak zwaną służebność drogi koniecznej. – Zmuszono mnie do tego – twierdzi pani Danuta.

Brak prywatności

– Gdybym wiedziała, że w ten sposób skazuję się do końca życia na brak prywatności, nie weszłabym do sądu. A teraz mam, co mam. Brama musi być wciąż otwarta. Ani wnuczka nie wypuszczę na podwórko, nawet pies musi być całą dobę uwiązany. Ten, kto mówi, że własność to jest świętość, myli się! – twierdzi Danuta Kamieniak.

Bez dostępu

Kiedy ojciec pani Danuty wiele lat temu kupował działkę, w jej akcie notarialnym nie było żadnej drogi. Sąsiedzi korzystali z przejazdu przez ich posesję grzecznościowo.

– W latach osiemdziesiątych mój ojciec miał zapewnienie ówczesnych władz miasta, że droga z prawdziwego zdarzenia powstanie. Miała ona prowadzić nie od strony naszej posesji – opowiada Danuta Kamieniak.

Lata mijały, ale z obietnicy władze się nie wywiązały. Tymczasem sąsiedztwo zaczęło być dla pani Danuty, jej syna i jego rodziny nieco dokuczliwe. – Niestety, za kadencji obecnego burmistrza sąd wydał wyrok o ustanowieniu służebności drogi koniecznej – mówi lipnowianka. Na mocy tego wyroku od obu sąsiadów otrzymała gratyfikację pieniężną za użytkowanie przez nich drogi.

Wyrok – bez dyskusji

– Nie dyskutuję z wyrokiem sądu – twierdzi pani Danuta. – Wiem, że nie mam się nawet gdzie i do kogo odwołać. Może jednak władze miasta powinny zorganizować inną drogę, tak jak to wcześniej obiecywano? Jestem gotowa oddać sąsiadom pieniądze, to nie jest ogromna kwota. Spokój i bezpieczeństwo na własnej działce są dla mnie bezcenne – mówi kobieta.

Skarga pani Kamieniak na burmistrza w tej kwestii była rozpatrywana przez radnych rok temu – informuje Robert Kapuściński, zastępca burmistrza Lipna. – Zresztą, nie mamy takiego instrumentu prawnego, aby ją rozwiązać. Jego zdaniem problem powinien być rozwiązany wcześniej, w latach 80.

Autor: Katarzyna Piojda
Współpraca: Renata Kudeł
5komentarzy
Dodaj komentarz

Komentarze (5)

tak jest najczęściej, że w Polsce tylko mieszkańcy płacą, ale im samym nic się nie należy; jak mozna komuś tak życie zatruć
Kazimiera, 30.05.2012, 12:19
Jak to interes mieszkańca nie jest ważny? Właśnie w interesie dwóch mieszkańców sąd wydał taki wyrok. A nie trzeba było iść do sądu, zawsze można się dogadać, zrobić składkę, założyć bramę na pilota i dać piloty wszystkim mieszkańcom - i brama będzie zamknięta...
Maciek, 30.05.2012, 15:56
popieram pomysl na pilota,jak nie da sie inaczej,to jest najrozsadniejsze wyjscie,
rr, 03.06.2012, 16:44
to w jakich czasach oni żyją że nie ma zamków w drzwiach.jaki to problem a ile taniej nawet od elektrycznej bo i kto za prąd w dramie bu płacił a zameczek na kluczyk i problem rozwiązany
krzysiek, 14.07.2012, 08:44
Ciekawi mnie jaka kryje sie historia za faktem, ze sprawa w ogole trafila do sadu..
Pewnie dalo sie wczesniej dogadac i zrobic to jak nalezy, ale wiadomo, ze Polak Polakowi wilkiem. Sad rozpatrzyl sprawe jak nalezy, mial zostawic ludzi bez mozliwosci dotarcia do domu? Czy taka "nieduza kwota" ktora zaplacili sasiedzi nie starczylaby przypadkiem na montaz ogrodzenia od drogi albo bramy? To, ze droga ma byc zawsze otwarta nie znaczy, ze nie moze byc tam bramy, ktora trzeba otworzyc i zamknac za soba jak sie korzysta.
mr.q, 15.07.2012, 09:05