Kredyty hipoteczne – w których bankach wystarczy 10 proc. wkładu własnego? Na razie jest ich garstka

Na jesień banki zapowiadały rozluźnienie zasad przyznawania kredytów. Póki co jednak łagodzenie polityki kredytowej przebiega bardzo ostrożnie.
  • kredyty hipoteczne

    Na powrót do korzystnej dla klienta polityki kredytowej sprzed pandemii przyjdzie nam jeszcze poczekać.

    Maciej Jeziorek

Kredyty hipoteczne z 10-procentowym wkładem własnym jeszcze niedawno były standardem, jednak pandemia praktycznie zmiotła je z rynku. Według NBP banki przewidywały poluzowanie swojej polityki kredytowej na III kwartał 2020 r. i faktycznie tak się stało, choć w bardzo ograniczonym zakresie. Pożądany przez klientów produkt oferuje zaledwie pięć banków.

Kredyty hipoteczne wciąż trudno dostępne. Gdzie wystarczy 10-procentowy wkład własny?

W reakcji na pandemię banki w Polsce zaczęły dokładniej prześwietlać klientów i utrudniać dostęp do pieniędzy osobom o niższych czy mniej stabilnych zarobkach. Nową normą stał się wymagany wkład własny na poziomie 20, 30 lub nawet 40 proc. Wiele banków zaczęło też odsyłać z kwitkiem osoby zatrudnione na podstawie umowy zlecenia czy umowy o dzieło, a nawet umowy o pracę na czas określony. Jesień przyniosła jednak pewną poprawę.

Obecnie 10-procentowy wkład własny wystarczy, żeby móc starać się o kredyt mieszkaniowy w następujących bankach:

  • Alior Bank,
  • Bank Millennium,
  • Credit Agricole,
  • mBank,
  • Santander Bank.

Przeczytaj: 84 Polaków mieszka na swoim, większość nie spłaca kredytu hipotecznego

Warto jednak dodać, że 10-procentowy kredyt jest w tych bankach obłożony wieloma restrykcjami i nie każdy go otrzyma. Nowym standardem rynkowym jest dziś 20-procentowy wkład własny, którego żąda większość banków. Rynek najwyraźniej wciąż czeka, żeby zobaczyć, jak sytuacja gospodarcza rozwinie się w kolejnych miesiącach. Biorąc pod uwagę to, że do pokonania koronawirusa wciąż jest daleko, nie należy się spodziewać szybkiego powrotu do łagodnej polityki kredytowej sprzed pandemii.

Zmiany na plus w niektórych bankach. Gdzie i jakie?

Poza powrotem kredytów hipotecznych z 10-procentowym wkładem własnym jesień przyniosła także inne korzystne dla klientów zmiany w bankach. Jest ich ledwie garstka, jednak zasługują na uwagę. Jak informuje firma Trinity Finance, kilka banków ponownie uwzględnia przy obliczaniu zdolności kredytowej źródła dochodów, które przez ostatnie miesiące były uznawane za niepewne:

  • PKO Bank Hipoteczny od 1 września 2020 r. znów akceptuje dochody uzyskane w ramach umowy o pracę na czas określony (wcześniej tylko nieokreślony),
  • Bank BNP Paribas od 16 września 2020 r. wrócił do uznawania dochodów m.in. z umowy zlecenia, umowy o dzieło i działalności gospodarczej,
  • mBank od 25 sierpnia 2020 r. ponownie wlicza do dochodu klienta kwoty pochodzące z umowy zlecenia oraz umowy o dzieło,
  • ING Bank Śląski z powrotem dopuszcza dochody z działalności gospodarczej (nie licząc branż szczególnie zagrożonych w czasie pandemii).

Marzący o zakupie nieruchomości klienci tych banków mogą zatem liczyć na lepsze niż dotąd warunki. Nadal jednak dostęp do kredytu hipotecznego pozostaje utrudniony dla wielu Polaków i należy sądzić, że szybko się to nie zmieni.

Rynek kredytowy w dołku. Najgorzej mają się kredyty dla mikroprzedsiębiorców

Trudno się dziwić, że w obliczu zaostrzenia polityki przez banki i pogorszenia się sytuacji finansowej wielu osób sprzedaż kredytów wyraźnie spadła. Rynek kredytowy od kwietnia jest w dołku i choć kolejne miesiące przyniosły pewną poprawę, wciąż nie ma mowy o powrocie do normy.

Jak podało Biuro Informacji Kredytowej, w sierpniu 2020 r. banki przyznały o 30,1 proc. mniej kredytów gotówkowych i o 21,5 proc. mniej kredytów mieszkaniowych niż przed rokiem. Wydano też o 41,5 proc. mniej kart kredytowych. Dobrze trzymają się jedynie kredyty ratalne, które zaliczyły wzrost o 9,7 proc. w skali roku. To przede wszystkim efekt licznych promocji i wyprzedaży, np. na sprzęt elektroniczny, w czasie pandemii.

Sprawdź: Ceny mieszkań z rynku wtórnego stoją w miejscu. Gdzie zapowiadane spadki?

Powodów do zadowolenia nie mają zwłaszcza mikroprzedsiębiorcy. Im banki udzieliły w sierpniu o 35 proc. mniej kredytów niż przed rokiem.

– Można stwierdzić, że rynek kredytów dla mikroprzedsiębiorców jest już w pewnej zapaści i raczej szybko się nie podniesie – mówi prof. Waldemar Rogowski z BIK cytowany przez serwis Newseria Biznes. – Uważam, że również 2021 rok będzie czasem ograniczonej akcji kredytowej i należy się spodziewać istotnego ograniczenia kredytowania mikroprzedsiębiorców przez banki.

Banki są ostrożne w pożyczaniu pieniędzy mikroprzedsiębiorcom, ponieważ ich sytuacja finansowa jest teraz mocno niepewna. Warto jednak dodać, że spłacalność tych kredytów pogarsza się systematycznie już od czterech lat. Koronawirus wpłynął głównie na to, które branże są w największych tarapatach. Jak łatwo się domyślić, najgorzej ze spłatą rat radzą sobie firmy z sektora usług (m.in. turystyka, hotelarstwo, gastronomia), zaś najlepiej – przedsiębiorstwa budowlane.

Zobacz: Rządowe mieszkania zajmują osoby, którym one nie przysługują. Zaskakujący raport

Autor: Przemysław Zańko
0komentarzy