Zielona Góra: Komunalka ściga dłużników. Ile „wiszą” miastu?

O 1,7 mln zł rocznie narasta dług mieszkańców względem Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Od stycznia zakład wytoczył 60 spraw. Ale sąd to ostateczność. - Najpierw chcemy rozmawiać - mówią w ZGKiM.
  • bloki_sxc

    Zielonogórski zakład ma wewnętrzną procedurę postępowania z dłużnikami. - Zaczynamy od upomnienia. Na końcu jest skierowanie sprawy do sądu - mówi dyrektor Wojciech Janka

    sxc.hu

Czasami są to osoby, które wcześniej systematycznie regulowały należności, ale powinęła się im noga w życiu i dopadły ich problemy finansowe. Stracili pracę lub bliskiego, z którymi żyli i opłacali rachunki. Są przypadki, że w domu kasy nie brakuje, lecz mieszkańcy zaplanowali inne wydatki. Jednak w wielu przypadkach problemy sprawiają ludzie, którzy piją, robią awantury, załatwiają się na klatkach schodowych, a ich mieszkania są zdewastowane. Wszystkich łączy to, że nie płacą za czynsze i nie robią pozostałych opłat (woda, energia). Przez to w skali roku tworzą zadłużenie na około 1,75 mln zł. To tylko 4,5 proc. wszystkich pieniędzy, które w ciągu 12 miesięcy trafiają do kasy zakładu od najemców, ale z drugiej strony dług narasta... Nie udało nam się wczoraj ustalić, ile w sumie wynosi zadłużenie. Dla porównania w gorzowskim ZGM-ie dług mieszkańców doszedł już do 38 mln zł, ale tam zobowiązania narastają szybciej.

 

Nasz zakład ma wewnętrzną procedurę postępowania z dłużnikami. - Zaczynamy od upomnienia. Na końcu jest skierowanie sprawy do sądu - mówi dyrektor Wojciech Janka. Choć sąd to ostateczność, to jedynie w tym roku zakład musiał skierować do niego 60 wniosków o zapłatę i eksmisję. Dzięki wyrokowi zakład będzie miał 10 lat, by odzyskać pieniądze. Prawie codziennie na wokandzie zielonogórskiego sądu rejonowego można znaleźć sprawy o opuszczenie lokalu. Jednak eksmisji można uniknąć. - Jeśli pojawiają się kłopoty, nie ma co udawać, że jest się niewidzialnym. Lepiej przyjść do nas i porozmawiać. Nie tylko jesteśmy administratorami i wykonujemy prawo, ale możemy też doradzić - podkreśla Wiktor Fanajło, zastępca dyrektora ds. gospodarki mieszkaniowej. Jakie są rozwiązania? - Zaległości można rozłożyć na raty. Zgodnie z uchwałą rady miasta każdy mieszkaniec zasobów komunalnych może też złożyć wniosek o umorzenie długu. Z kolei, jeśli ktoś mieszka w lokalu o dobrym standardzie, to staramy się znaleźć takie o niższym, które jest też tańsze w utrzymaniu - dodaje Fanajło.

Sama eksmisja oczywiście nie oznacza wyrzucenia na bruk. Sąd orzeka ją z prawem do lokalu socjalnego lub bez. - Lokal socjalny eksmitowanemu nie przysługuje, kiedy np. najemca notorycznie zakłóca porządek domowy i jest uciążliwy dla sąsiadów - tłumaczy Ewa Kanoniak, radca prawny ZGKiM-u.

W przypadku, gdy osobą eksmitowaną jest emeryt, rencista, bezrobotny, kobieta w ciąży lub kiedy w rodzinie są małe dzieci, sąd przyznaje prawo do lokalu socjalnego. Czynsz w nim jest niższy. W Zielonej Górze wynosi 71 groszy za mkw. (w nowym bloku socjalnym przy ul. Batorego płaci się 2,2 zł). Z kolei średni czynsz w mieszkaniu komunalnym to około trzy zł za m kw. W mieście jest prawie 3,8 tys. lokali komunalnych, socjalnych trochę ponad 500. Dlatego czasami eksmisja jest niemożliwa. Jednak, jeśli najemca mieszkał już w lokalu o niskiej jakości, można go przekwalifikować na socjalny. - Rachunki spadają i dajemy ludziom szansę na ich płacenie - mówi zastępca dyrektora. Podpowiada też, że mieszkańcy mogą skorzystać z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej. Tam można starać się o dotację celową na dofinansowanie do czynszu. - O jego wysokości decyduje ilość zgłoszeń i budżet ośrodka, który jest przeznaczony na ten cel - usłyszeliśmy w MOPS-ie. Oczywiście trzeba też spełniać inne kryteria, m.in. dochód na jedną osobę nie może przekraczać 542 zł, a w przypadku rodzin - 456 zł na osobę (stawki netto).

W skrajnych przypadkach sąd stosuje tzw. eksmisję „donikąd". Wtedy osoba eksmitowana trafia do noclegowni. Jednak, jeśli żyje ona w niedostatku, ale jest spokojna i nie zachowuje się uciążliwie, to zamiast do noclegowni może być przez gminę skierowana do tzw. tymczasowego pomieszczenia. To lokale, które spełniają tylko podstawowe wymagania. Mają dostęp do wody i ustępu (nie muszą być w środku), oświetlenia naturalnego i elektrycznego, mają możliwości ogrzewania czy niezawilgocone ściany. W Zielonej Górze jest ich dziewięć. 

Autor: Paweł Kozłowski
0komentarzy