Nowa Sól: Ludzie błagają tu o remont! Woda leje im się na głowy!

Nieszczelny dach, pokoje pełne zacieków i wilgoci, rozpadające się mury... Mieszkańcy budynku przy ul. Moniuszki 10 ze łzami w oczach prosili nas niedawno o interwencję. Zajęliśmy się tematem i... coś drgnęło!
  • mieszkanie

    Strych budynku przy ul. Moniuszki 10 jest w opłakanym stanie, jak zresztą cała kamienica. Mieszkańcy izolują go czym się da, by deszcz nie dostawał się do mieszkań, jednak na niewiele się to zdaje.

    Filip Pobihuszka

Mieszkańcy ul. Moniuszki 10od lat bezskutecznie czekają na remont, mieszkając w warunkach urągających ludzkiej godności. Ich pokoje są pełne zacieków, wilgoci i pęknięć. Dodatkowo podczas każdego większego deszczu, budynek zalewany jest z dwóch stron. Od góry, przez nieszczelny dach - wówczas mieszkańcy wykładają cały strych dywanami, pościelą i czym się da, by zatrzymać lejącą się wodę. I od dołu, z powodu przebiegającej pod budynkiem rury odprowadzającej deszczówkę, która jednak jest tak dziurawa, że bez problemu można wetknąć w nią kilka palców. Barbara Kwiatkowska, jedna z mieszkanek budynku przy ul. Moniuszki 10 ratując część swoich mebli przed cieknącą z sufitu wodą, zniosła je do piwnicy. Nic to jednak nie dało. - Teraz nadają się tylko do spalenia - mówiła nam. - A remont budynku to mi jeszcze prezes Borowiecki obiecywał siedem czy osiem lat temu! Albo jeszcze wcześniej - mówiła ze łzami w oczach.

Zajęliśmy się sprawą. Administrator budynku wysłał nam oficjalne pismo, które obrazuje zakres potrzebnych napraw.

„Zakład Usług Mieszkaniowych jest zarządcą tej nieruchomości. Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego w Nowej Soli nałożył na właścicieli lokali w budynku obowiązek usunięcia stwierdzonego nieodpowiedniego stanu technicznego nieruchomości poprzez wykonanie: wymiany uszkodzonych elementów więźby dachowej, naprawy lub wymiany pokrycia dachowego, obróbek blacharskich, rynien i rur spustowych, naprawy schodów drewnianych na poddasze oraz rozbiórki wejścia do budynku od strony podwórza wraz z przybudówką i toaletami. Koszt remontu oszacowano na ok. 100 tys. zł" - czytamy. Jednak jak już pisaliśmy w sobotę, to nie pieniądze są tu głównym problemem. - Właściciele lokali tworzą tzw. Małą Wspólnotę Mieszkaniową i do zarządzania nieruchomością wspólną mają zastosowanie przepisy Kodeksu cywilnego (art. 199). Ponadto obowiązki stron określa umowa cywilno-prawna spisana z właścicielami. Przepisy kodeksu cywilnego jednoznacznie wskazują, że do rozporządzania rzeczą wspólną oraz do innych czynności, które przekraczają zakres zwykłego zarządu (a takim jest przyjęcie planu gospodarczego oraz ustalenie opłat na pokrycie kosztów zarządu) potrzebna jest zgoda wszystkich właścicieli. Tutejsza spółka jako zarządca przedstawiła właścicielom do zaakceptowania stosowne uchwały (między innymi w sprawie utworzenia funduszu remontowego na sfinansowanie prac remontowych). Jeden z właścicieli (lokal użytkowy), pomimo wysłania kilkukrotnych pism wzywających, do dnia dzisiejszego nie złożył podpisu pod uchwałą. Zatem uchwała nie jest wiążąca dla spółki i na dzień dzisiejszy uniemożliwia zlecenie wykonania jakichkolwiek prac remontowych - czytamy dalej w piśmie z ZUM, które kończy się tak: - Nadmieniamy również, że pozostali współwłaściciele w najbliższym czasie będą żądać rozstrzygnięcia sprawy przez sąd.

Co ciekawe, do wspomnianej współwłaścicielki, z którą „brak jakiegokolwiek kontaktu" i do której bezskutecznie wysyłane są góry listów, udało mi dodzwonić się... za pierwszym razem.

- Wie pani, że pani podpis jest potrzebny do wyremontowania tego budynku? Widziała pani, w jakich warunkach ludzie muszą tam mieszkać? - pytałem. - Ja nie mieszkam w Nowej Soli, pracuję w terenie i mam problemy z przybyciem tam na miejsce we wskazanych terminach. Może w okresie urlopowym się pojawię - tłumaczyła się Danuta Piskorowska. - Sama widzę potrzebę remontu, przecież mam tam lokal. Ale mnie nie stać... - dodała. Spytałem współwłaścicielkę budynku przy ul. Moniuszki 10, czy dochodzi do niej jakakolwiek korespondencja kierowana przez ZUM na jej nowosolski adres przy ul. Zjednoczenia, gdzie ma drugi lokal usługowy. Odparła, że nie. Stwierdziła też, że dopiero ode mnie dowiedziała się, że sprawa ma zostać rozwiązana przed obliczem sądu.

- Myślę, że nie będzie takiej potrzeby... Pojawię się w takim razie w Nowej Soli w poniedziałek i pójdę do ZUM - zadeklarowała nam w piątek D. Piskorowska. 

Autor: Filip Pobihuszka
1komentarzy
Dodaj komentarz

Komentarze (1)

Dramatyczny tytuł a sprawa banalnie prosta. Woda się leje na głowy bo właściciele wykupionych poniemieckich mieszkań nie potrafią się dogadać między sobą. To jeden nieduży dom ludzi w którym mieszkają i co jak co, ale powinni się znać, mieć do siebie telefony, nawet jak ktoś wyjechał, to przecież komuś powierzył doglądanie mieszkania.
Gdzie tu tragedia, jak od 10 lat przecieka i trzeba się z tym liczyć że dach musi kosztować.
No, ale ja się dałem złapać na ten dramatyczny tytuł i zajrzałem do gazety.
zgred, 14.08.2013, 14:28