Powstało stowarzyszenie osób poszkodowanych przez banki

Powstało stowarzyszenie zrzeszające osoby, które czują się pokrzywdzone przez banki udzielające kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich. W piątek jego inicjator złożył w krakowskim sądzie wniosek o zarejestrowanie stowarzyszenia.
Franki Szwajcarskie
Inicjatorem powstania stowarzyszenia jest Tomasz Sadlik z Krakowa. Domaga się on w sądzie unieważnienia swojej umowy kredytowej. Sadlik twierdzi, że pozwy złożą kolejne osoby, które uważają, że zostały poszkodowane przez banki. Skontaktowało się z nim ponad 200 osób - w podobnej jak on sytuacji.

fot. Paul Papadimitriou (flickr.com)

Inicjator przedsięwzięcia Tomasz Sadlik poinformował, że do inicjatywy o nazwie Stowarzyszenie na Rzecz Obrony Praw Konsumenta i Obywatela „Pro Futuris" przystąpiło na razie 30 członków. Według niego w całym kraju chęć dołączenia do organizacji deklaruje kolejnych 800 osób.

– Kiedy tylko zostaniemy zarejestrowani przez sąd, prawdopodobnie w styczniu, ruszamy do działania – poinformował.

W planach stowarzyszenia są m.in.:

  • spotkania z polskimi europosłami na temat nowej dyrektywy unijnej dotyczącej kredytów hipotecznych,
  • pikiety w całym kraju,
  • składanie pozwów zbiorowych w sądach przeciw bankom udzielającym kredytów walutowych.

Inicjator stowarzyszenia Tomasz Sadlik kilka miesięcy temu złożył do krakowskiego sądu pozew o stwierdzenie nieważności umowy kredytowej na mieszkanie we frankach szwajcarskich. Pozwany bank broni się, że wszyscy klienci, którzy mieli zamiar skorzystać z kredytów walutowych, byli informowani o ryzyku walutowym. Pierwsza rozprawa w tej sprawie została wyznaczona na styczeń przyszłego roku.

Sadlik wraz z ówczesną żoną wziął we wrześniu 2007 roku w Raiffeisen Bank Polska kredyt mieszkaniowy na ponad 290,3 tys. franków szwajcarskich z przeznaczeniem na zakup nieruchomości w Krakowie. Spłata kredytu miała się zakończyć w czerwcu 2037 roku.

Przeczytaj również: Mam kredyt we franku i nie żałuję – wynika z badania kredytobiorców 

W pozwie Tomasz Sadlik wnioskuje do sądu o stwierdzenie nieważności umowy kredytowej, zasądzenie od pozwanego banku kosztów sądowych oraz wstrzymanie prowadzenia egzekucji bankowej z nieruchomości objętej kredytem i innych składników majątkowych kredytobiorców do czasu zakończenia prawomocnym wyrokiem postępowania sądowego.

Jak uzasadnia powód, pracownica banku, która przygotowywała wszelkie dokumenty oraz udzielała odpowiedzi na pytania kredytobiorców, przekazała im informację, że wzięcie przez nich kredytu jest bezpieczne, bowiem bank posiada wystarczające zabezpieczenia na wypadek braku możliwości spłaty kredytu przez kredytobiorców.

O tym, że tak nie jest, kredytobiorcy dowiedzieli się w styczniu 2013 roku. Wtedy to bank rozwiązał z nimi umowę kredytu mieszkaniowego informując, że będzie prowadzić egzekucję z nieruchomości obciążonej hipotekami, a ponadto z innych źródeł majątku kredytobiorców, w tym wynagrodzenia za pracę jednego z małżonków. Wynikało to z faktu, że wartość kredytowanej nieruchomości jest mniejsza niż wysokość zadłużenia wobec banku.

W pozwie napisano, że małżeństwo prowadziło rozmowy i negocjacje z bankiem, jednak ten odmówił udzielenia pomocy, wszczynając postępowanie egzekucyjne przeciw obojgu kredytobiorcom.

Krakowianin przyznaje, że kredytobiorcy podpisali w umowie ogólne klauzule wskazujące, że znane im jest ryzyko wynikające ze zmiany kursu waluty obcej w stosunku do złotego oraz ryzyko wynikające ze zmiennej stopy procentowej kredytu. Jak podkreślił, klauzule te jednak są bardzo ogólne i nie wskazują, na czym owe ryzyka miałyby polegać, a takiej informacji kredytobiorcy nie otrzymali od pracownika banku. Do podpisania klauzul doszło też bez ich uprzedniej znajomości, w sytuacji stresu i pośpiechu.

Rzecznik Raiffeisen Polbank (dawniej Raiffeisen Bank Polska) Marcin Jedliński poinformował PAP pod koniec września, że bank jest prawnie ograniczony w możliwości ujawniania informacji, które stanowią tajemnicę bankową.

Jak zaznaczył, wszyscy klienci, którzy mieli zamiar skorzystać i korzystali z kredytów walutowych, byli informowani przez bank o ryzyku walutowym, co znajduje potwierdzenie w dokumentacji kredytowej.

Cel stowarzyszenia

Stowarzyszenie na Rzecz Obrony Praw Konsumenta i Obywatela „Pro Futuris"  ma pomagać w
przygotowywaniu pozwów. Ponadto za cel stawia sobie również zabieganie o zmiany ustawowe. Według jednej z propozycji chce dążyć do przewalutowania kredytów hipotecznych zaciągniętych we frankach
szwajcarskich na złotówki (po kursie z dnia udzielenia kredytu). 

Zdaniem KNF: Marne szanse na przewalutowanie kredytów we frankach 

Logo PAP

Autor: PAP
Podziel się:
Wersja do drukuWersja do druku
4komentarzy
Dodaj komentarz

Komentarze (4)

Nie mam kredytu we frankach ale rację maja ci ludzie.Banki są w niezwykle uprzywilejowanej pozycji w gospodarce każdego kraju bo mogą udzielać kredytów nieistniejącym pieniądzem.Takie usytuowanie w strukturze gospodarki wymaga uczciwości,rozwagi i współpracy z rządem i kredytobiorcami.Zmowa praktycznie wszystkich działających banków w POLSCE i gra na zwyżkę kursu franka jest ewidentna,miała na celu oszukanie kredytobiorcę i tu nie potrzeba wielkiej znajomości tematu.Problem jest istotny i rząd z urzędu winien coś z tym zrobić tak jak postąpiły inne kraje; Węgry,Chorwacja,Hiszpania a nawet USA /dot.zmowy/. Druga sprawa to nazwa;kredyt hipoteczny;-w cywilizowanych krajach jedynym zabezpieczeniem takiego kredytu są tylko kredytowane nieruchomości i wtedy występuje równość praw i obowiązków obu stron.To co banki w Polsce nazywają ;kredytem hipotecznym; jest zwykłą ;długoterminową pożyczka konsumpcyjną; i taki typ pożyczki w stosunku do kredytu na zakup mieszkania winien być prawnie zakazany pod karą wieloletniego więzienia.Jeżeli banki uważają,że im się to nie opłaca udzielać kredytów w Polsce na uczciwych zasadach to droga wolna,znajdą się inni co będą chcieli zarabiać pieniądze.Gwarantuję,ze żaden bank ani supermarket nie wycofa się z 38 milionowego kraju tylko z tego powodu,że będzie musiał działać zgodnie z obowiązującym w UE prawem i płacić stosowne podatki.Takie działania wymagają jednak posiadanie tzw.;jaj ;od Premiera,Prezydenta i pozostałych rządzących by postawić tą i inne sprawy ;na ostrzu noża; dając do zrozumienia,że to koniec zabawy.To co obecnie się w Polsce wyprawia to podchody harcerzyków a nie rządzenie dużym europejskim krajem.
to ja, 23.11.2013, 12:16
A ja mam kredyt w PLN i płace. Biorąc kredyt głównym kryterium co do waluty było to że zarabiam w PLN. Wszyscy zachwycili się tańszymi odsetkami a banki zrobiły swoje. Każdy kto ma kredyt w CHF był informowany o ryzyku kursowym i nikt nie przejmował się tym bo było taniej a teraz macie. Pozdrawiam walczcie o swoje może w grupie będziecie silniejsi dla banków.
siekieradek, 23.11.2013, 13:59
W 2008 R W CZERWCU OTRZUMAŁAM KREDYT HIPOTECZNYW WYSOKOŚĆI 50 ,000.00[PIĘĆDZIESIĄT TYSIĘCY ZŁOTYCH ]FRANK BYŁ WÓWCZAS PO 19.90 ZŁ CZY COŚ KOŁO TEGO.RATA MIAŁA BYĆ PO 650 ZL PRZEZ 10 LAT.I TU KONSTERNACJA.JUŻ PO DWÓCH MIESIĄCACH FRANK ZACZĄŁ DROŻEĆ I DROŻEJE DO DZISIAJ.PRZEDSTWICIEL BANKU W ŻADNYM RAZIE NIE OSTRZEGŁ MNIE O KONSEKWENCJACH ZMIANY KURSU FRANKA.NIE MÓWIĄC O TAKIEJ MOŻLIWOŚCI ŻE FRANK PÓJDZIE TAK W GÓRĘ.CHOĆ PEWNIE W BANKACH JUŻ WIEDZIANO ŻE TAKOWE SKOKI BĘDĄ.PRZEZ DWA LATA SPŁACAŁAM SUMIENNIE NAWET PO 950 ZŁ A I WIĘCEJ,PO DWÓCH LATACH ZDECYDOWAŁAM SIĘ SŁACIĆ KREDYT W CAŁOŚCI SPRZEDAJĄC MIESZKANIE PONIEWAŻ OPŁATY MNIE ZACZĘŁY NISZCZYĆ.NA DZIEŃ SPŁATY KREDYT OPIEWAŁ NA KWOTĘ PONAD 72 TYSIĄCE ZŁ.W SUMIE W CIĄGU DOKŁADNIE DWU LAT SPŁACIŁAM 100% CZYLI 100 TYSIĘCY ZŁOTYCH.CZY TO JEST W PORZĄDKU?ZOSTAŁAM BEZ MIESZKANIA,OSZCZĘDNOŚCI ,TYLKO DLATEGO ŻE TE PASIBRZUCHY W BANKACH MUSIELI NABIĆ SOBIE KABZY.TAKICH JAK JA SĄ SETKI TYSIĘCY,CZAS BY BYŁO WSZYSCY SIĘ ZMÓWILI ,I ZŁOŻYLI POZEW ZBIOROWY.MOŻE WÓWCZAS PREZESI BANKÓW ZACZNĄ PO LUDZKU NAS TRAKTOWAĆ KIEDY TO MY KLIENCI DAJEMY IM BOGACTWO .
GRUSZCZYŃSKA-MIOTEK, 14.01.2014, 15:54
Kredyt w CHF / 520 000 zł / wziąłem w 2006 roku. W złotych do dnia 31.12.2013 zmalał o 32000 zł, zostało 488 000 zł / według opini bankowej na ww. dzień /.
Przewalutowanie kredytu na złotówkowy, przy dobrej woli banku, odbyłoby się bez szkody dla banku ponieważ bank nie udziela kredytu we franku tylko we franku denominowanym czyli przeliczonym a nie kupowanym fizycznie przez bank. W banku przeliczono mi franka po około 2,26 zł. Zapewniano, że nawet przy wzroście kursu do 2,80 zł za franka kredyt jest opłacalny dzięki stabilnemu frankowi a co za tym idzie niższemu oprocentowaniu.
Traci na tym nie tylko kredytobiorca ale również Urząd Skarbowy o dokładnie conajmniej 20% kwoty, którą naciągają BANKI.
Władyka, 02.03.2014, 19:37
Komentarz został usunięty.