Zero waste w kuchni – jak się do tego zabrać? Jak nie marnować jedzenia?

Zero waste w najprostszym tłumaczeniu to brak śmieci czy też brak marnowania. Pomysły zero waste najłatwiej wdrożyć w kuchni i tam właśnie można osiągnąć największe sukcesy w ograniczaniu marnowania.
  • Idee zero waste najlepiej zacząć wdrażać już na zakupach

    Coraz więcej sklepów oferuje zakupy z możliwością pakowania do własnych toreb i pojemników. Warto z takiej możliwości korzystać.

    Krystian Dobuszyński

Zero waste to odpowiednie planowanie, przede wszystkim zakupów. To dość oczywiste – im mniej przyniesie się do domu niepotrzebnych rzeczy, tym mniej trzeba będzie ich wyrzucić. Dlatego już w sklepie warto zwrócić uwagę na to, co, kiedy i ile się kupuje.

Obecnie to prawdziwe wyzwanie, ale można znaleźć produkty, które nie są opakowane w folię. Zamiast kupować kilogram jabłek ułożonych na plastikowej tacce i zawiniętych w folię, można je zważyć i przełożyć do własnej, materiałowej siatki. Banany nie muszą trafić do siatki-zrywki, cenę z elektronicznej wagi można nakleić bezpośrednio na skórkę.

Nie brakuje produktów, które można kupić na wagę i zapakować w przyniesione ze sobą pojemniki. Nie dotyczy to jedynie warzyw czy owoców. W dużych sieciach handlowych są całe działy z materiałami sypkimi, nie ma najmniejszego problemu w tym, by samemu pakować do swoich pudełek dokładnie tyle produktów, ile się potrzebuje. W ten sposób zabrać do domu można kasze, makarony, płatki śniadaniowe, bakalie, orzechy i wiele innych. Najmniej problematyczne będzie to na lokalnych targach i rynkach.

Polecamy poradnikO szkodliwości plastiku i o tym, jak być bardziej eko w swoim domu 

Najważniejsze jednak, by kupować tyle, ile się potrzebuje. W Polsce wciąż marnują się tony jedzenia. Widać to doskonale przy zakupach w piątki i soboty, gdy wypada niedziela niehandlowa. Część osób robi zakupy sprawiające wrażenie, że szykują się na nadejście jakiegoś klimatycznego kataklizmu i chcą się na niego przygotować.

Zero waste w kuchni, czyli przechowujesz nie marnujesz

Niezwykle istotne w kuchennym zero waste jest odpowiednie przechowywanie produktów. Na tym polu jest również wiele do zrobienia. Chleb można przechowywać w lnianych woreczkach, które idealnie się do tego nadają. Pieczywo kupowane w piekarni, zamiast w plastikową folię, od razu można zapakować w swój worek. Produkty, które łatwo się psują, powinny trafić do lodówki. Warto też przeprosić się ze szklanymi słoikami – te są idealnym materiałem do przechowywania i przewożenia żywności. Bo to, czego się nie zjadło, odpowiednio przechowane i zapakowane można wykorzystać kolejnego dnia – pakując na przykład część obiadu i zjadać w pracy na lunch. Będzie zdrowiej i taniej niż stołowanie się na mieście.

Czystość w wersji „bez śmiecenia"

Czystość w kuchni to podstawa. Można o nią powalczyć na różne sposoby. Część osób wydaje pieniądze na ogromne rolki jednorazowych papierowych ręczników i ścierek do naczyń. Tymczasem w domu wyrzuca się sporo odzieży – ta z naturalnych składników idealnie nadaje się do wykorzystania na ściereczki i szmatki, zanim ostatecznie trafi do kosza. Bardziej zaawansowani w redukowaniu śmieci w kuchni pozbywają się syntetycznych gąbek i czyścików do naczyń stawiając na wykonane własnoręcznie myjki ze sznurka konopnego. Taka myjka wystarczy na lata i kosztuje grosze (kto z robieniem na drutach nie ma wiele wspólnego, może poprosić o wsparcie babcię – ta upora się z zadaniem w godzinę). Krokiem ostatecznym będzie przygotowywanie własnego płynu do mycia naczyń – bez detergentów, w szklanym, wielokrotnego użycia opakowaniu.

Przeczytaj równieżEkologiczne porządki w mieszkaniu. Jakich środków do sprzątania używać 

Warto zjadać „śmieci"

Zero waste uczy, że warto poszerzać kulinarne horyzonty. Może okazać się, że to co dotychczas lądowało w śmietniku jako rzecz nie nadająca się do wykorzystania i zjedzenia, można jednak wykorzystać i zjeść i to ze smakiem. Najprostszy i najbardziej oczywisty przykład – chleb, który ma kilka dni (ale nie jest nadpleśniały!) idealnie nada się do zrobienia grzanek w piekarniku, może mu towarzyszyć stwardniały ser, który szybko się rozpuści. Mniej oczywiste jest wykorzystywanie naci z rzodkiewki czy marchewki do wykonania pesto. A już zupełnie nieoczywiste jest zachowanie i zamrożenie obierek np. po ziemniakach, resztek cebuli, selera czy pietruchy i odmrożenie w momencie, gdy w kuchni zajdzie potrzeba przygotowania bulionu. Podobnie jest z wodą po puszkowanej ciecierzycy – ta idealnie nadaje się do wykonania wegańskich bezów. Istotna jest również woda i jej wykorzystanie. W wielu miastach „kranówka" ma doskonałe parametry i nic nie stoi na przeszkodzie, by pić ją bez przegotowania. To świetna alternatywa dla wód źródlanych w półtoralitrowych butelkach typu PET.

Wyższa szkoła zero waste

Nawet podchodząc bardzo poważnie do idei zero waste nie jesteśmy w stanie zapobiec powstawaniu wszystkich odpadów w kuchni, niektóre jednak można wykorzystać dla własnych korzyści. Tak jest na przykład z odpadami organicznymi (bio). Od nowego roku istnieje obowiązek ich segregacji, teoretycznie więc odpady te powinny być później zagospodarowane i trafiać np. do biogazowni. Różnie z tym jednak bywa, a odpady organiczne można przecież kompostować. Czy warto? Oczywiście. Właściciele domów jednorodzinnych posiadający skrawek ziemi mogą taki kompostownik wykonać (nie trzeba tu żadnych zgód i zgłoszeń jeśli kompostownik nie znajduje się np. w strefie ujęcia wody pitnej), trzeba jednak pamiętać, by kompostownik był szczelny. Kompost to świetny materiał do nawożenia ogrodu czy trawnika. Dodatkowa korzyść jest taka, że większość samorządów przewiduje zniżkę opłat za wywóz odpadów komunalnych dla tych którzy posiadają i użytkują kompostownik. To się po prostu opłaca. Kompostownik można też prowadzić w budynkach wielorodzinnych, ale to już wyższa szkoła ekologicznej jazdy, bo potrzebne są do tego pojemniki i startery bokashi, w których kompostuje się produkty bez obaw o nieprzyjemny zapach. To, co powstanie w wyniku kompostowania rozsypać można np. w miejskim parku, traktując jako nawóz. Niestety, ustawanie przewiduje ulgi w opatach tylko dla właścicieli domów jednorodzinnych.

Czy warto ograniczać śmieci? Liczby nie kłamią – w naszym kraju „produkujemy" około 12 milionów ton śmieci rocznie. Część z tych odpadów trafia do spalarni, część na składowiska. Dość powiedzieć, że liczba jednorazowych foliówek idzie w miliardy. To ogromne marnotrawstwo zasobów i energii. Przynajmniej w części można temu zapobiec.

Autor: Sławomir Bobbe
0komentarzy