Odśnieżanie chodnika. Na kim ciąży ten obowiązek?

Wystarczy, że zima sypnie śniegiem, by w strażach miejskich i gminnych zaczął się bum na interwencje związane z nieodśnieżonymi chodnikami i drogami. Kto i kiedy ma taki obowiązek?
  • Lepiej nie zaniedbywać obowiązku odśnieżania chodników

    Jeśli właściciel zaniedba obowiązek odśnieżania czeka go upomnienie, mandat albo skierowanie sprawy do sądu.

    Przemysław Świderski

Z odśnieżaniem chodników wiąże się wiele nieporozumień, nie jest to dziwne, gdyż przepisy nakładające obowiązki na właścicieli nieruchomości są dość skomplikowane. Wyjaśniamy, kto i w jakich okolicznościach ma obowiązek zajęcia się chodnikiem i drogą, gdy zacznie sypać śnieg albo ich powierzchnię skuje lód.

Najłatwiejsza sytuacja jest z drogami – tymi zajmuje się właściciel lub zarządca drogi. To oznacza, że drogi publiczne są odśnieżane (w różnej kategorii odśnieżania oznaczającej szybkość reakcji, jaką musi wykazać się zarządca) bez udziału właścicieli nieruchomości, przy których są wytyczone. Inaczej ma się sprawa z chodnikami.

Polecamy: Jaki sprzęt przyda się do walki z małym i dużym śniegiem 

– Zgodnie z ustawą o utrzymaniu porządku i czystości w gminach na właścicielu nieruchomości ciąży obowiązek odśnieżania chodnika, jeśli jest on bezpośrednio przyległy do tej nieruchomości – wyjaśnia Arkadiusz Bereszyński, rzecznik straży miejskiej w Bydgoszczy.
Kluczowe jest tutaj sformułowanie „bezpośrednio przyległy", bowiem jeśli chodnik od nieruchomość dzieli na przykład pas zieleni, to obowiązek utrzymania go w czystości spada już na gminę (lub na spółdzielnię mieszkaniową, jeśli trakt leży na jej terenie).

– Ponadto właściciel nieruchomości nie jest zobowiązany do odśnieżania chodnika w sytuacji, gdy dopuszczono na ulicy płatny postój (np. gmina uruchomiła tam system płatnego parkowania). Wtedy obowiązek ten ciąży na zarządcy drogi – informuje rzecznik.

Kary za nieodśnieżony chodnik

Co dzieje się, gdy mimo prawnego obowiązku właściciel nieruchomości się z niego nie wywiązuje? Wszystko zależy do tego, gdzie znajduje się dany chodnik. Jeśli są to trakty piesze w centrach miast, tam gdzie przechodniów jest najwięcej, można spodziewać się błyskawicznej interwencji straży miejskiej. O wiele łatwiej zdyscyplinować jest właścicieli czy zarządców budynków wielorodzinnych (którzy doskonale zdają sobie jednak sprawę z ciążących na nich obowiązkach). Nieco trudniej jest z właścicielami domów jednorodzinnych.

Dowiedz się: Kto ponosi odpowiedzialność za zniszczenia zrobione przez śnieg, lód i sople 

– Sytuacje są różne, może być tak, że ktoś mieszka sam, wyszedł do pracy, a w tym czasie zaczyna padać śnieg i chodnik jest zaśnieżony. Trudno karać taką osobę, bo jak wróci, zajmie się odśnieżaniem – uważa Arkadiusz Bereszyński.

Zupełnie inaczej jest wtedy, gdy widać, że właściciel w ogóle o chodnik nie dba, a zaniedbania przeciągają się w czasie. – Mamy wtedy do czynienia z wykroczeniem, a interwencja może zakończyć się pouczeniem lub nałożeniem mandatu w wysokości 100 złotych. W niektórych wypadkach można się również spodziewać wystąpienia o ukaranie do sądu (a wtedy kara może być wyższa – red.) – twierdzi rzecznik.

Strażnicy nie będą w ogóle czekać na działania właściciela, jeśli okaże się, że nawisy śnieżne albo sople zwisają z dachów nad chodnikami. Ich opadnięcie może stanowić realne zagrożenie dla przechodniów. Do czasu usunięcia sopli przez właściciela, strażnicy mogą np. ogrodzić teren, by nie przechodzili w takim zagrożonym miejscu ludzie.

– Kwestie dachów i ich odśnieżania regulują przepisy prawa budowlanego, a właściwym organem do interwencji jest powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. Straże miejskie i gminne nie mogą wkraczać w te kompetencje. Inaczej jest wtedy, gdy np. sople zaczną stanowić zagrożenie dla osób przechodzących na dole. Stwarzanie takiego zagrożenia podlega już pod kodeks wykroczeń. My – po odgrodzeniu terenu – możemy zobowiązać właściciela lub zarządce poleceniem porządkowym do natychmiastowego usunięcia takich nawisów. Wymaga to jednak skorzystania z usług specjalistycznej firmy ewentualnie poproszenia o wsparcie strażaków, którzy raczej nie odmawiają w takich wypadkach pomocy – zauważa Arkadiusz Bereszyński. 

Autor: Sławomir Bobbe
0komentarzy