Zdrowa kuchnia i ogród: warzywa, owoce, sadzonki, czyli co kupujemy na targu

Kupowanie na targach, rynkach i bazarkach jest u nas bardzo popularne. Kupujemy owoce i warzywa, nabiał i mięso. A w sezonie raj mają działkowcy, bo targi zazieleniają się sadzonkami. I można trafić na ciekawe okazy. Lubicie taki sposób zakupów?
  • Warzywa na targu

    Sezonowe warzywa i owoce na targu są świeższe i często dużo lepszej jakości niż w sklepach. Przy tym niedrogie. A już niebawem pojawią się sadzonki, z których sami wyhodujemy smakowite plony.

    Joanna Turakiewicz

Różnorodność i sprawdzeni sprzedawcy

W prawie każdym polskim mieście jest chociaż jeden bazar lub targ. Albo i w każdym. Czasem kilka. Kupują na nich na ogół ci, którym zależy na lepszej jakości jedzenia albo... przedkładają bezpośredni serdeczny nieraz kontakt z ulubionym sprzedawcą warzyw nad bezosobowe „dzieńdobry-dowidzenia" w markecie. Liczy się też różnorodność. Tę ostatnią docenia emerytowany pilot wojskowy z Radomia, Zenon Winnicki – Na rynku u jednego sprzedawcy mogę wybierać spośród dwudziestu odmian jabłek, podczas gdy w sklepie skazany jestem na dwie-trzy. Towar na targu wydaje się też być lepszej jakości, świeższy niż w sklepie. - osądza nasz rozmówca.

Jeśli jednak zależy nam na jak najświeższym towarze, na rynek musimy wybrać się rano. Czasem skoro świt. Zasada ta cenna jest szczególnie w upalne dni letnie, gdy wystawione na słońce natki szybko mdleją, a z truskawek robi się kompot. Nie mówiąc już o mniej trwałym nabiale czy ubitej poprzedniego wieczora kurze na rosół, położonej na stoisku wśród marchewek.

Rano też mamy największy wybór. Widać to na ogół najlepiej w większych miastach. Dlaczego? Bo to tam pojawiają się czasem prawdziwe sezonowe rarytasy, jak kwiaty cukinii, czy karczocha, topinambur albo ekologiczne bakłażany. Największe szanse mają na nie bywalcy największych targowisk i bazarów, jak warszawska Hala Mirowska, łódzki Rynek Bałucki, czy zielonych eko targów odbywających się coraz większej liczbie polskich miast. Im mniejsza miejscowość, tym na ogół wybór mniejszy, choć i od tej zasady bywają wyjątki, bo kto chce kupić piękniejsze kompozycje kwiatowe, ten zamiast do Zielonej Góry, uda się do oddalonego o niemal 50 km mniejszego Żagania.

Nie tylko plony

Od kwietnia na bazary i targowiska częściej trafiają działkowcy. Na początek po nasiona i kwiaty. Potem na stoiskach pojawiają się sadzonki pora, wczesnej kalarepki i kapusty, selera. Od końcówki kwietnia - pierwsze rozsady wczesnych pomidorów szklarniowych i rozkręca się sadzonkowe szaleństwo: ogórki, cukinie, dynie, kalafiory i brokuły poprzetykane są rzadszymi gatunkami, których coraz częściej szukają właściciele warzywniaków. Pojawiają się więc bakłażany i karczochy. Arbuzy i melony. Rzadkie, nieraz stare odmiany roślin ozdobnych. Te ostatnie wypatrzeć można u działkowców, którzy sprzedają sadzonki z własnych ogrodów. Oni też czasem sprzedają zebrane poprzedniej jesieni nasiona odmian, których próżno szukać w sklepach. I dysponują wiedzą, którą chętnie się dzielą: jak i gdzie posadzić nowy nabytek, jakie sąsiedztwo mu zapewnić, a jakiego unikać. Tego wszystkiego nie wie pani nadzorująca stoisko w markecie.

Przeczytaj:  Żyworódka - roślina jak domowa apteczka.

Na rynek warto jechać nawet dalej

Radomianin Zenon Winnicki regularnie robi na targu zakupy owocowo-warzywne, a w pobliskiej hali skupiającej między innymi niewielkich lokalnych wytwórców kupuje mięso i wędliny, jajka: – Tak się składa, że w pobliżu domu mam dość duży i wygodny rynek, gdzie sprzedaje swoje towary wielu producentów. Najczęściej też bywam u tych samych sprzedawców, u których kupuję od lat i dotąd się nie zawiodłem – opowiada.

Radomianie bazarek, choćby niewielki, mogą znaleźć właściwie na każdym większym osiedlu. Podobnie jest w innych polskich miastach, choć wielu kupujących uważa, że lepiej przejechać kilka przystanków dalej, by dostać żywność dobrej jakości. Z takiego założenia wychodzi Agata Morawska z Gorzowa Wlkp.: – Jestem w stanie dojechać do sklepu na drugi koniec miasta, jeśli to miejsce przekona mnie do siebie. Biorę pod uwagę kilka czynników, a wśród nich jakość jest na pierwszym miejscu. Znaczenie ma też dla mnie osoba sprzedawcy. Czy wie co sprzedaje, zna produkty, ich wartość, oddziaływanie. Co najmniej raz w tygodniu, w środę lub piątek, jeżdżę na rynek Jerzego i wyszukuję głównie rolników. Osobę, która handluje warzywami od rolnika łatwo odróżnić. A ja bardzo lubię te zakupy, kontakt z ludźmi ziemi. Mam swoje ulubione stoiska: wiem, gdzie kupić ziemniaki, najlepsze jabłka.

Ilość targowisk nie zależy bezpośrednio od wielkości miasta, ale raczej od stylu życia jego mieszkańców. W zagonionej Warszawie znajdzie się ich kilka: wspomniane już Hale Mirowskie, Targowisko Banacha na Ochocie, po parę na Pradze- Północ, Pradze–Południe, czy w Targówku, również w innych częściach stolicy. W Łodzi zakupy można zrobić tradycyjnie na wielkim Rynku Bałuckim, czy Targowisku Górniak. Bydgoszczanie mają swój oficjalny Rynek na Bartodziejach który cieszy się niegasnącą popularnością. Niektórzy jednak wolą wybrać się do pobliskiego Koronowa, gdzie równie dobrej jakości produkty można kupić taniej niż w mieście. Mieszkańcy Białegostoku z kolei rolników spotkają na giełdzie rolno-towarowej przy ul. Andersa, a Poznaniacy chętnie wybierają się w soboty na Rynek Bernardyński, gdzie wśród wielu innych, jest też alejka ze zdrową żywnością. W Gdańsku popularnością cieszy się Hala Targowa i otaczający ją rynek zielony, ale mniejsze rynki znajdują się w różnych dzielnicach miasta: np. w Chełmie, Wrzeszczu, przy ul. Elbląskiej.

Uwaga! Handel ograniczony w czasie!
Największe targowiska, przede wszystkim te znajdujące się w zadaszonych halach często czynne są codziennie do wieczora lub późnych godzin popołudniowych. W wielu przypadkach jednak handel odbywa się tylko w wyznaczone dni targowe i to tylko przez kilka godzin. Wybierając się więc na zakupy w obcym mieście, warto upewnić się, czy na pewno trafimy w porę.

U rolnika, czy handlowca?

Na tym polega wielka przewaga targowisk nad sklepami, że tutaj można nabyć towar bezpośrednio u producenta. I dla wielu kupujących tutaj ma to duże znaczenie. Bo producent najwięcej wie o swoim produkcie. I jabłka są nie "nie wiadomo skąd" ale z sadu pana Marka pod Świdnicą. Niby nic, ale już wiemy, że akurat żadna droga ekspresowa w okolicy nie przebiega. A pan Marek może wskazać, które jabłko akurat było mniej pryskane, więc lepsze dla dziecka. Kupujący u hurtowników na giełdzie sprzedawca już nie ma takiego komfortu.

A jak odróżnić producenta od sprzedawcy, który towar kupuje na giełdzie? W rozmowie właśnie po tym, że wytwórca będzie potrafił coś o swoich uprawach opowiedzieć. Wskaże odmianę, powie w jakiej części województwa znajduje się jego gospodarstwo, nieraz podzieli się też wiedzą i będzie w stanie poinformować w jaki sposób dane warzywo lub owoc było uprawiane. Właśnie tak, jak Elżbieta Wojtaszek, którą spotkać można na targu w Zielonej Górze od wiosny do jesieni. Sprzedaje wyłącznie własne plony, wytworzone w gospodarstwie w Solnikach pod Kożuchowem.

Zawsze i nieodmiennie po dwa-trzy rodzaje warzyw i owoców jednocześnie: – To dlatego, że bazujemy wyłącznie na własnych plonach. Jeśli w danym roku coś nam się nie uda, to po prostu tego nie mamy i nie szukamy u kogoś, żeby tylko sprzedać.

Po czym jeszcze poznać wytwórcę? W zasadzie najprościej po asortymencie. Jeśli w połowie stycznia na stoisku znajdziemy pęczki rzodkiewki, paprykę i pomidory, to już powinno dać do myślenia. Rolnik sprzedający własne plony ma też na ogół asortyment mocno ograniczony albo jeśli różnorodny, to w niewielkich ilościach, podobnie jak działkowcy: po kilka–kilkanaście pęczków młodej marchwi i rzodkiewki, szczypiorek i natka, skrzynka papierówek, kilka kilogramów truskawek, czyli tyle, ile można wyhodować we własnym ogrodzie. Tę zasadę zna Zenon Winnicki: - Często kupuję, jak to się mówi „z koszyczka", bo, choć czasem te warzywka wyglądać będą może nieco mniej efektownie, to wiem, że jeśli pani ma kilkanaście pęczków szczypiorku czy rzodkiewki, to raczej pochodzą one z jej ogródka, a nie z wielkich przemysłowych upraw.

Lubisz zdrowo jeść? Przeczytaj: Czy warto kupować ekologiczną żywność

Eko – moda czy konieczność

Agata Morawska sama zajmuje się sprzedażą kosmetyków naturalnych i jak sama mówi, w życiu i swojej działalności obrała dewizę zamiany ilości na jakość, co znajduje odzwierciedlenie w tym co je sama i czym karmi rodzinę. Dlatego świadomie poświęca czas, którego nigdy nie ma zbyt wiele. Jest jednak przy tym realistką: – Sprawdzam terminy przydatności, analizuję składy różnych produktów, ale nie mam złudzeń. Zdaję sobie sprawę, że wszyscy rolnicy stosują opryski i nawozy, bo bez tego bardzo trudno jest cokolwiek wyhodować. Zatraciliśmy zdolność uprawiania ziemi w sposób naturalny. I trudno się z tym nie zgodzić. Kupując od rolnika kapustę w zasadzie nie mamy szans na to, że będzie całkiem wolna od oprysków. Jednak poznając producentów z czasem można dowiedzieć się czegoś i o ich metodach uprawy i wybrać tych, którzy po nawozy i środki ochrony roślin sięgają ostrożnie i z umiarem.

Do tych ostatnich należy Elżbieta Wojtaszek: – Staram się w swoich uprawach używać też jak najmniej środków chemicznych, wybieram te o jak najkrótszej karencyjności, jak najprostsze. Na rynku dostępne są też preparaty bio, których można użyć dość bezpiecznie dla upraw, jak probioemy, preparaty na bazie bakterii. Skuteczne są też stare ogrodnicze metody, jak przestrzeganie kalendarza biodynamicznego.

Nasza rozmówczyni wie, co mówi, bo od lat sama produkuje rozsady na własne pola. I zanim na jej stoisku pojawi się pierwszy wiosenny bób i truskawki, Elżbieta Wojtaszek sprzedaje własnej produkcji rozsady. I wie, że aby zebrać dobry plon, a przy tym smaczny, ważne jest zgranie wielu elementów: od starannie dobranych nasion, poprzez porę wysiewu i pikowania, po podłoże i wreszcie środki ochrony roślin i nawozy. Im więcej, wiedzy, troskliwości i ciężkiej pracy rolnika, tym mniej chemii w pomidorach i truskawkach. A takie pomidory i truskawki kupimy tylko bezpośrednio u rolnika lub na targu. Bez certyfikatów, a jednak eko. I za przystępną cenę.

– Nie lubię tego określenia, że coś jest ekologiczne – odpiera E. Wojtaszek - Staram się kierować w prowadzeniu upraw rozsądkiem i umiarem. I kiedy przychodzi do mnie z rodzicami dziecko, chcę żeby było zdrowe i wracało do mnie jako nadal zdrowy dorosły. 

***

Lubisz robić zakupy na targu? Wiesz, gdzie w Twojej miejscowości można kupić najlepsze warzywa, jajka i sadzonki na działkę? Prosimy, podziel się cenną wiedzą w komentarzu.

Autor: Joanna Turakiewicz
0komentarzy

Polecamy