Dodaj komentarz

Piszesz takie bzdury, że aż się czytać tego nie chce.
Wychowałam się w domku (i nie na takiej typowej wsi, bo to dzielnica domów jednorodzinnych sporego miasta). Miałam też okazję mieszkać kilka lat w duży mieście w bloku. Jak tylko nadarzyła się okazja wróciłam do mieszkania w domu. I już nigdy się do bloku nie wyprowadzę.
W odpowiedzi na Twoje "wywody":
1) Grubo przesadziłeś z tymi piłami, ciągnikami, pijanymi mieszkańcami i dziećmi sąsiadów. Otóż - piły i ciagniki nie hałasują 12mies w roku, jedynie kiedy jest na to sezon (wycinki lasów, żniwa itp.), a pijanych sąsiadów i iich dzieci wolę mieć w odległości 10-20 metrów od domu niż bezpośrednio za cienką ścianą w mieszkaniu obok. Przerabiałam mieszkając w bloku: a) starszą panią, która za każdym razem kiedy usłyszała lecącą wodę w pionie dzwoniła do administracji, że ją sąsiedzi zalewają; b) pewnego młodzieńca, który cały dzień w wakacje słuchał jakiegoś g***go hiphopu na cały regulator, skazując sąsiadów na męki; 3) ganiającego za zabawkami psa sąsiadów z góry, nie wiem czym on się bawił, ale odgłosy były takie, jakby toczył metalową kulkę po posadzce...; d) bandę studenciaków wiecznie imprezujących i wykłócających się nie wiadomo o co, a jak się wyprowadzili studenci to zamieszkali tam ludzie z trójką dzieci, które wiecznie ryczały... Pod oknem na ławce mieliśmy osiedlowych menelików, którzy po przekopaniu śmietnik siadali i sączyli po kryjomu wino zakupione w pobliskim "społem"... Więc nie opowiadaj takich głupot... bo po podwórku nie biegają mi cudze psy, cudze dzieci i pijani "bywalcy okolicznych sklepów monopolowych"
2) jedź np. do Irlandii - tam "swojskie klimaty" ludzie mają na co dzień i nie narzekają. Wolę wdychać czyste powietrze, nawet jeśli zalatuje oborą niż wdychanie spalin i słuchanie jazgotu wprost z ulicy przechodzącej od blokiem... Oczywiście w mieście to samymi fiołkami pachnie, nie ma smrodu gnijących liści, koszonej czy mokrej trawy, a co do oprysków - są odpowiednie przepisy co do ich stosowania więc jeśli sąsiad pod domem Ci pryska jakimś "Roundup'em" czy środkami owadobójczymi- zgłoś to komu trzeba.
3) Oczywiście w mieście nie ma wiosny czy jesieni, nie ma błota, nie ma gnijącej trawy i opadających liści, nie ma śniegu, deszcz nie pada... latem nikt nie kosi trawy, nie grabi jej, nie przykleja się ona do butów i nie wnosisz jej do mieszkania? Takie tragedie tylko na wsi się dzieją... :) Sama trawa na kompostowniku też nie wydziela smrodków - jak widać marne masz pojęcie.
4) w Mieście samo też się nie odśnieża - ktoś to musi robić.
Z Twojej wypowiedzi wynika, ze jesteś leniem patentowanym (nie chce Ci się kosić trawnika, odśnieżyć podjazdu...). Najlepiej żeby inni zrobili to za Ciebie (bo przecież w mieście sama trawa się nie kosi, samo się nie odśnieża, Sam się lód piachem nie posypuje).
Skoro tak wspaniale jest w mieście to dlaczego coraz więcej ludzi ucieka z tego "raju" na wsie? Zdecydowanie bardziej wolę latem w wolnej chwili skosić trawnik a potem korzystać z uroków własnej działki niż kisić się w mieszkaniu albo w zatłoczonym autobusie, żeby pojechać "wypocząć" na zatłoczona plażę nad tzw. "jeziorem" pod miastem...
Zuz, 08.02.2015, 14:15
Dodaj komentarz